Dziś wszystko nie tak, zbieranie idzie mi strasznie powoli. W końcu udaje się wszystko skompletować. Żegnam się z Moniką i ruszam. Jest późno bo już 5:45. Lekko mży, asfalty mokre przynajmniej na takie wyglądają. Temperatura oscyluje w okolicy 0C. Ruszam. Na początku jest nieźle, ale koszmar zaczyna się na górce na Ząbkowickiej. Uciekam na chodnik bo na ulicy szklanka. Każdy manewr skrętu wykonuję z super ostrożnością. Uzbrojony w strap-y zamiast SPD czuję się trochę niepewnie. Przypominają mi się początki i pierwsze jazdy w SPD, obawiam się o szybką ewakuację nogi w przypadku poślizgu. Koło Atlasu jakiś debil w minibusie wymusza pierwszeństwo i powoduje, że muszę pitnąć na pobocze aby mnie nie rozjechał. Mam ochotę go rozszarpać i spalić żywcem. Na Tworzniu pakuję się na chodnik, to był nieco głupi pomysł. Na wiadukcie tafla lodu i momentalnie szlifuje ją bokiem. Spoglądam na zegarek jest już 6:20. Nie ma szans na dojazd do pracy o rozsądnej porze, w dodatku warunki jezdne są koszmarne. Dzwonię i biorę dziś wolne. Wracam ostrożnie. Na Ząbkowickiej karambol w którym biorą udział 3 samochody. Ten środkowy nie ma prawie 1/4 przodu - masakra. Jest tam tak ślisko, że idąc i prowadząc rower mam problemy z utrzymaniem się. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: 41.76km TIME: 1:42:44 Pobudka 4:30, pakuję jedzenie przygotowane wczoraj przez Monikę i pomału się zbieram. Pogoda za oknem nie zachęca. Od rana pada, ulice mokre. Żegnam się, schodzę na dół i ruszam. Na dworze +2C, początek nie jest najgorszy, wkrótce przemakają kolejne warstwy ciuchów co przy wiaterku wzmaga uczucie chłodu. Dojazd bez ekscesów i niektóre światła okazały się dobrze zsynchronizowane z momentem mojego przybycia :) W pracy o czasie, daję znać, że wszystko ok. Powrót w mżawce, po drodze zakupy w Lidl. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: DST: 41.75km 1:47:21 Wczoraj coś wysypało się w robocie przy kompach do wprowadzania testów. Jako, że wypadło na mnie, że mam dyżur dziś z rańca ruszam do pracy by rozwiązać problem, gdyż pierwsza tura jest wprowadzana już o 9:00. Pobudka 4:30, ciężko się zebrać, ale jak trzeba to trzeba. Wrzucam coś do jedzonka do plecaka i ciuchy. Ruszam trochę późno bo jeszcze robię zamianę platformy->spd. Monika szyje mi strapy DIY, dzisiaj też może będą pierwsze testy :) Podobna mi się ich pomarańczowo-czarny wygląd. Wracając do trasy ruch dziś znikomy. Na odcinku Łosień->huta wyprzedza mnie może z 3 samochody. Ulice mokre ale przestało padać. Temperatura +4C. Po załatwieniu tego co miałem załatwić ruszam w drogę powrotną standardową trasą. Na jezdniach gdzieniegdzie przeschło to co rano było mokre. Wstępuje na drobne zakupy i jadę już prosto do domku gdzie jestem po 12:00. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: 41.81km 1:40:16
Wstaję, a właściwie zwlekam się późno bo dopiero o 4:45. Monika krząta się już od 4:10 szykując mi śniadanko :) Kompletuję wyjazdowy ubiór, pakuję jedzonko, żegnam się i w drogę. W "garażu" jeszcze naciąg łańcucha, smarowanie i czyszczenie sztycy bo coś zaczęła strzelać i drażnić. Ruszam w późnym oknie startowym o 5:40 więc jadę szybszym tempem. Temperatura +2C, wiatr raczej nie przeszkadza, asfalty suche. Sprawnie i bez ekscesów docieram na Murckowską. Daję znać, ze wszystko ok i ruszam dalej. Na DDR na Jankego niestety kumulacja baranów za kółkiem. Dzisiaj dwa zdarzenia.
1. Przy szkole w okolicy Szenwalda nagle ktoś zajeżdżą mi drogę by dostać się na dziedziniec tak, że zmuszony jestem przytulić się do bramy wjazdowej. Na szczęście zauważa mrygającą czołówkę i skłania go to do zatrzymania się parę centymetrów przede mną . Podniósł mi ciśnienie. ale śpieszę się więc jadę dalej.
2. Jakaś podporządkowana, babeczka za kółkiem chce wyjechać na Jankego. Zwalniam trochę bo wiem co się może stać. Babeczka stoi dalej. Przyjmuje, że mnie jednak widzi zwłaszcza, że nietrudno nie zauważyć mrugających lampek i tony odblasków. Jestem na wysokości jej maski, nagle rusza. Ewakuuje się z DDR na ulice. Na szczęście nic nie jechało.
Dalej już bez ekscesów docieram w jednym kawałku do pracy. Może powrót będzie mniej stresujący :)
Do pracy: 41.76km 1:39:08
Pobudka 4:30, standardowe czynności startowe, pakuję jedzonko przygotowane wczoraj przez Monikę, żegnam się i ruszam. Pogoda super, wiatr znikomy, +1C i suche asfalty. Jedzie się rewelacyjnie. Bez ekscesów docieram na Murckowską. Daję znać, że wszystko ok i dalej do pracy.
Do pracy: 41.77km 1:38:40 Pobudka 4:30. Szykuję się i pakuję do pracy. Dziś zabieram również zamówienie dla klienta Rowerowej Norki. Żegnam się z Moniką, która jeszcze postanawia sobie pospać. Warunki jezdne w porządku, temp. -2C czyli lekki przymrozek, asfalty suche. Sprawnie pokonuję kolejne km trasy, która nie odbiega od standardowego przebiegu. Po drodze podnosi mi ciśnienie jeden gazeciarz o niechlubnej rejestracji SZA pewnie z Niegowonic :) Kółko na nowej pieście się ładnie kręci więc jedzie się lekko i przyjemnie. Dziś nie zatrzymują mnie na dłużej żadne światła. Na Murckowskiej jestem już o 6:40, daję znać, że wszystko ok i ruszam dalej do pracy na Piotrowice. Szybki przejazd, nie zdążyłem zmarznąć. Po pracy pogoda trochę się zmienia, zaczyna lekko mżyć. Asfalty mokre. Ruszam odebrać zamówienie norkowe, a następnie już standardowo. Pod Realem w Dąbrowie zupełnie przypadkowo spotykam Monikę, jedziemy Cytrynką pod Lidla na większe zakupy i później do domku. Serdecznie zapraszamy na I Dąbrowski Alleycat, nie trzeba mieć Ostrzaka...
41.70km 1:40:42 Pobudka 4:35. Poranne czynności przebiegają sprawnie. Żegnam się z Moniką i ruszam o 5:40. Asfalty suche, temperatura +2C. Jedzie się super, miejscami trochę wiatr przeszkadza ale to nic. Trasa standardowa i bez ekscesów. Na Murckowkckiej daję znać, że wszystko ok i ruszam do pracy. Po pracy również standardowo i bez niespodzianek. Z obserwacji dnia przybywa coraz więcej, jeszcze miesiąc to może się uda za widoku dotrzeć do domku. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Dzisiaj od rana grzebie przy kole. Dzięki fajnemu poradnikowi łatwo ogarniam o co biega w tych zaplotach i jak prowadzić szprychy. Fajny jest też patent znaleziony we wspomnianym poradniku na wkładanie nypli do wysokich obręczy za pomocą pałeczki kosmetycznej :) Nie wiem czemu ubzdurałem sobie, że oryginalnie było plecione na 2-krzyże. Po złożeniu całości okazuje się, że szprychy są za długie i musze pół koła rozpleść :( Ale szybko ogarniam temat i zaplecione koło niedługo później ląduje w prowizorycznej centrownicy w postaci widelca sztywnego ze starej Meridy od Moniki. Za wskaźniki bicia robią ołówki przyczepione za pomocą gumek wyciętych z dętki. Dociągam szprychy i voila! Czas na test. Jadę najpierw do sklepu po jakieś winko na wieczór. Później 3x podjazd z tyłu domu na chodnik aby dociągnąć zębatkę, dociągam kontrę i jeszcze jedną warstwę kleju na gwint co by trzymało jak fix. Decyduję się jednak wsadzić na zimę, której jeszcze nie było 48x20. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Rower towarzyszy mi od dzieciństwa, gdzie wolny czas spędzało się śmigając po osiedlowych chodnikach i tam też zdobywało umiejętność jazdy. Pelikan, Wigry3, pokomunijny BMX później pierwszy poważniejszy góral Merida Kalahari i pierwsze dalsze wakacyjne wycieczki. Później jakoś tak się potoczyło, że za wiele nie jeździłem.
W 2011r. postanowiłem zakupić nowy rower Krossa LEVEL A6 z myślą by dojeżdżać regularnie do pracy i od tego czasu się zaczęła rozwijać rowerowa pasja. Dzięki niej poznałem wielu ciekawych znajomych zarażonych cyklozą i spotkałem moją drugą połowę, towarzyszkę życia, która toleruje mnie takim jakim jestem :)
Nie gonię za nowinkami technicznymi i lżejszymi wagowo komponentami itd. Najwięcej radości czerpie z minimalizmu i jazdy na najprostszych w konstrukcji rowerach. Od złożenia pierwszego ostrego koła zakochany w takich rozwiązaniach. Buduję rowery od podstaw i sam je serwisuje. Od jakiegoś czasu składam również koła czyli ostatni element jaki zostawiałem w rękach serwisów zewnętrznych. Jak coś nie wyjdzie mogę być tylko zły na siebie, że coś spartoliłem :)
Rowerem poruszam się wszędzie, gdzie tylko się da i bez względu na warunki pogodowe.
Do zobaczenia na trasie!