Dzisiaj podróż w neoprenkach na nowym przednim kole. W stopy cieplutko. Przejazd w stronę pracy: DST: 23.63km, TIME: 0:54:43, AVG:25.93km/h MAX: 47.82km/h
Rano zimno, temperatura -3 stopnie. W drodze na DDR na Jankego spotkałem i zostałem pozdrowiony przez nieznanego bikera - miły gest na początek dnia :)
Przejazd w stronę pracy: DST: 23.66km, TIME: 0:57:17, AVG: 24.78km/h MAX:46.36km/h.
Po pracy na Centrum po odbiór nowego koła + dodatkowo zakup ochraniaczy na SPD i kilku pomniejszych drobiazgów. Powrót standardową drogą - ścieżką wzdłuż DK86, Dąbrówkę, Borki, Centrum Sosnowca, Zamkową, terenowy singiel i podjazd pod Magnetii.
Wyruszyliśmy z Andrzejem spod placu papieskiego o 8:00 (nikt inny nie pisał, że jedzie z nami więc nie czekaliśmy na ew. spóźnialskich). Na Mec-u przypomniałem sobie, że Krzychu mi pisał o robotach drogowych na trasie, którą chcieliśmy dojechać do Strzemieszyc więc pojechaliśmy przez Lenartowicza na Kazimierz i Strzemieszyce. Pod przejazdem byliśmy o czasie, ale Krzyśków brak. Po szybkim telefonie okazało się że mają jakiś problem z pompowaniem amortyzatora. Z Andrzejem zrobiliśmy przerwę kawową i wsunęliśmy trochę czekolady. Z 30min obsuwą już wszyscy w komplecie ruszyliśmy na Klucze przez Okradzionów/Rudy/Łazy Błędowski/Błędów. Trasa minęła sprawnie i szybko, trochę odczuwalne było zimno ale póki się toczyliśmy nie było źle. Niedaleko Chechła Andrzej zaliczył panę ( a jednak limit chyba nie został wyczerpany :)). Szybki serwis, a my w tym czasie zrobiliśmy popas. Z Chechła ruszyliśmy czarnym szlakiem na Ogrodzieniec malowniczymi lasami i terenami. Jak na jurę przystało było sporo piachu. Dojechaliśmy do spotkania z czerwonym, tam zjazd do znanej budy na konsultacje którędy robić powrót. Ze względu na późną godzinę i ograniczony czas Andrzeja na jazdę Ogrodzieniec dzisiaj nie został zaliczony. Spod budy wróciliśmy czerwonym na Rabsztyn (w tą stronę nie zdarzyło się mi go pokonywać i pogoda o dziwo dopisywała - słonko zaczęło ładnie świecić). Po drodze spotkaliśmy mnóstwo bikerów na szlakach co się przeważnie nie zdarza. Z Rabsztyna na Olkusz, za Olkuszem wjazd na szutry do Bukowna i obowiązkowy postój przy fontannie. Później długą prostą na Sosinę. W drodze Krzychu dał mi znać, że przed nami ktoś śmiga i żeby go dojechać. Depnąłem trochę mocniej i siadłem mu na kole. Jakoś tak nie bardzo się bujał coś w granicach 30, Krzychu dał znak żeby wyprzedzać więc przywitałem się i wysunąłem na przód. Na ultra szybkim młynie zrobiłem z 2/3 trasy tak ze średnią 35 km/h. Później biker na szosie dał zmianę ( w ogóle to pozdrawiam może też ma konto na BS) a ja trochę mogłem dychnąc (chodź nie było takiej potrzeby) jadąc na jego kole. Z Sosiny powrót przez Betony, Krzychu (Kysu) gdzieś wcześniej odbił (chyba koło lokomotywowni) i nie zdążyłem się pożegnać. Drugi Krzysiek pożegnał się na Balatonie a my z Andrzejem ruszyliśmy na Klimontów i do domu. Bez zbędnych ceregieli na szybko się pożegnaliśmy w czasie jazdy pod blokiem Andrzeja a ja ruszyłem do siebie. Wypadzik udany chociaż zimno daje się we znaki przy dłuższych wycieczkach. Trzeba napewno zakupić ochraniacze na SPD i byćmoże cieplejsze gacie :)
Trochę fotek: Przerwa kawowa i oczekiwanie na Krzyśków pod przejazdem w Strzemieszycach W drodze gdzieś za Błędowem Andrzej podnosi poziom doświadczenia w łataniu dętek :) Po ostatnich wyprawach potrafi to zrobić naprawdę szybko Mini rynek w Chechle z charakterystycznym wielbłądem W lesie na czarnym szlaku w pobliżu grobowca Postój w budzie na czerwonym szlaku Krzyśkowi było mało i zdobył szczyt budy :)
Krzychu odezwał się do mnie na BS, że chciałby zrobić jakieś małe kółko i przy okazji odebrać sobie zakupione przeze mnie nogawki i rękawki. Umówiliśmy się na 14:30. Zrobiłem przed tym szybkie czyszczenie napędu i smarowanie bo prosił się o to od dawna :) Drugi Krzysiek (Kysu) jeszcze kończył obiad więc mieliśmy małą obsuwę. Po szybkiej konsultacji postanowiłem podjechać w kierunku Strzemieszyc do Krzycha. Po spotkaniu gdzieś na Kazimierzu ruszyliśmy terenami na miejsce spotkania w kierunku Jaworzno. Dojechaliśmy fajnymi terenami do czarnego szlaku w punkcie droga na Maczki (asfaltu było naprawdę tyci tyci). Niedługo później byliśmy w komplecie. Początkowy plan zakładał lans na Pogorii ale został zrewidowany i zamieniony na włóczęgę po lasach w kierunku Ryszki i Bukowna. Naprawdę fajnie się kręciło po tych ścieżkach. Po drodze jeszcze kąpiel w błotku w okolicach piaskowni i moja cała pieczołowicie wykonana praca przy napędzie poszła na marne :). Krzychu (Kysu) pożegnał się przy Sosinie i pomknął do domu, a ja z drugim Krzychem zrobiliśmy objazd Sosiny. Błotka też tam było co nie miara. Powrót z Sosinki przez betony, podjechałem do Krzycha po klucz do bębna Shimano. Ostatni odcinek wykonany już po zmroku.
Hint: Nie warto czyścić napędu jeśli wybierasz się z Krzyśkami w teren :)
Idzie zimno. Poranek przywitał jesiennymi mgłami i niską temperaturą. Jadąc nie specjalnie to odczułem. Przejazd w stronę pracy: DST: 23.69km TIME: 0:55:10 AVG: 25.76km/h MAX: 58.10 km/h
Po robocie umówiłem się z Adamem (limit) na rynku w Katowicach w celu wspólnego dotarcia na masę do Zabrza. Adam ustawił Garmina i w drogę. Tempo było równe i dość mocne. Po drodze minął nas ktoś na szosie i nas pozdrowił :) Niedługo później bo baczniejszym okiełznaniu doszliśmy z Adamem do wniosku, że to napewno musiała być nowa szosa Cannondale-a i jej właściciel Raptor. Niestety trzymaliśmy się mniej więcej w zasięgu wzroku przez 3 kolejne zmiany świateł. Później Raptor równie szybko jak się pojawił - znikł gdzieś w oddali. Na miejsce startu masy przyjechaliśmy na pół godziny przed jej startem. Dłuższy postój spowodował, że zaczęliśmy marznąć. Ja włożyłem drugą parę rękawiczek, Adam ubrał dodatkową kurtkę i bluzę ale dalej marzły paluchy u stóp. Masa w końcu ruszyła niestety tempem powolnym. Nie pozwalało to się zanadto rozgrzać mimo włączonego młynka. W czasie objazdu podjechał do nas Raptor i dał nam do zrozumienia, że nie bardzo lubi jeździć w grupie dlatego tak wydarł w drodze na masę. Objazd masy nieco skrócony chyba ze względu na to przenikliwe zimno. Po oficjalnym zakończeniu imprezy jeden z bikerów podszedł do nas i się pożegnał - dalej nie wiem kto to, może jesteśmy już rozpoznawalni po powtórnym przybyciu na masę :) W drodze powrotnej zdaliśmy się również na Garmina. Tym razem wyznaczył ekstra trasę, było sporo terenów niedaleko wysypiska, był tunel pod torami i inne atrakcje po drodze. Jacek zapewne by psioczył non-stop, ja muszę przyznać, że fajnie było w tereny wjechać nocą, gdzie jedyne źródło światła to lampka rowerowa. Reszta trasy po dostaniu się do cywilizacji przebiegała podobnie jak na ostatnim wypadzie na zabrzańską imprezę z przerwami na fotki, które Adam pstrykał namiętnie (mam nadzieję, że prędko coś umieści). W Czeladzi po szybkiej zmianie jaką dałem na przodzie pożegnaliśmy się z Adamem. Ruszyłem na centrum Sosnowca i wydłużyłem dodatkowo przejazdem przez Wawel i podjazdem pod Magneti. Wypad udany, myślę że w niedługim czasie trzeba będzie kupić neoprenowe ochraniacze na buty spd.
Chwilę przed startem masy Gdzieś w pobliżu hałdy śmieci na wysypisku, w miejscu do którego doprowadził nas Garmin
Dzisiaj rano chłodniej niż wczoraj ale za to sucho :). Pogoda robi się coraz lepsza więc w weekend może uda się wyskoczyć na jakąś dłuższą wycieczkę. Przejazd w stronę pracy: DST: 23.66km TIME: 0:55:04, AVG: 25.78km/h, MAX: 49.73km/h
Dzisiaj rano o 5:00 postraszyło intensywniejszymi opadami (przez chwilę myślałem, że będzie powtórka z dnia wczorajszego) ale gdy wyjeżdżałem o 6:20 było już ok. Mokre ulice zmusiły mnie w końcu do zamontowania błotnika z tyłu :) Wczorajszy przegląd piasty z przodu utwierdził mnie w przekonaniu, że trzeba ją w niedługim czasie zmienić.
Przejazd w stronę pracy: DST: 23.66km, TIME: 0:56:35, AVG: 25.09km/h MAX: 48.67km/h.
Powrót z pracy przez centrum Katowic i wizyta w sklepie u Tomka. Zakupiłem wypasione koło na przód na maszynach i kilka pomniejszych rzeczy z kategorii odzież. Myślę o złożeniu podobnego na tył co by mieć fajny zestawik a obecny trzymać na zimowe jazdy. Opony niestety trzeba będzie chyba kupić u konkurencji :(
Wróciłem trochę dziwną trasą bo przez Milowice (tak jak wracaliśmy z Gozdim z masy w Katowicach). Wcale nie jest aż tyle do nadłożenia - góra 2km więcej :) Zamiast jechać przez centrum Sosnowca pojechałem prosto na Dańdówkę i później przez Klimontów.
Przejazd w stronę pracy: DST: 23.71, TIME: 0:59:58 AVG: 23.73km/h MAX: 48.49 km/h. Jak szykowałem się do wyjazdu była lekka mżawka, która przerodziła się o godzinie wyjścia z domu w konwekcyjny hardcore :). Mokre ciuchy zapakowałem do szaf serwerowych do suszenia. Do końca pracy powinny przeschnąć. "Rakieta" sprawuje się dobrze, ale ciężko ocenić po tak krótkim dystansie (zero jakiegokolwiek wiercenia i zmiany pozycji).
W drodze powrotnej pit-stop. Złapałem panę zaraz po wyjedzie z pracy i to jeszcze przez ludzi wałęsających się po DDR bo wymijałem brzegiem ulicy i tam w jakieś szkło się wpakowałem :) Zapas szybko przełożony to żeby było tego mało to mi coś gruchocze z przodu w pieście (pewnie kulki lub stożek wyjechany). Na Niwce wstąpiłem na chwilę do rowerowego dopompować tył stacjonarną pompką do 4 barów. Skończyło się na dłuższej rozmowie (aż do chwili zamknięcia sklepu) na tematy okołorowerowe i informacji, że idzie drastyczna obniżka cen SHIMANO. Może pod choinką znajdzie się kaseta XT z 2 łańcuchami :).
Dzisiaj z rana ciemno jak w nocy :) Przejazd w stronę pracy: DST: 23.60km TIME: 0:55:07, AVG: 25.68km/h MAX: 48.67km/h. Po dojechaniu do pracy przekroczyłem 10000km zrobione w tym roku (na BS udokumentowane koło 7k km, ale zacząłem późno prowadzić dziennik pokładowy :) ). Po pracy przejazd przez centrum Katowic. Zajrzałem do Tomka do sklepu i kupiłem klocki do Tectro. Opon na razie brak - umówiłem się, że w razie czego będzie informacja w komentarzu na moim blogu jak coś się pojawi. Zmieniłem też siodło na małą kanapkę - WTB Rocket V - wersja z jednolitym poszyciem (udało się dostać w podwójnej przecenie w pobliskim sklepie rowerowym na pl. wolności). Po 3 miesiącach solidnej jazdy muszę stwierdzić, że długie siodła z dziurką nie są mi pisane :) Jutro test tej "rakiety".
W końcu udało się wyskoczyć dzisiaj na wypad z Andrzejem (oj długo razem nigdzie nie byliśmy - chyba od urlopu). Przy okazji wziąłem dla Andrzeja komplet łożysk do supportu. Do towarzystwa dołączył Adam, Damian i Jacek. Ruszyliśmy wspólnie spod placu papieskiego w kierunku Bukowna przez Sosinę (tym razem przejazd asfaltami i koło lokomotywowni). Na Sosinie dołączył Krzysiek z lekką obsuwą czasową. W Bukownie postanowiliśmy jechać na Płoki lecz niefortunnie wyjechaliśmy na drogę do Olkusza i padł pomysł modyfikacji trasy - szuterek na Żuradę. Stamtąd Krzychu poprowadził szlakami rowerowymi do Płoków - najpierw niebieskim, później czarnym i na końcu czerwonym. Dzisiejszy wypad sponsorowała literka g - jak guma :). Najpierw flapka zaliczył Andrzej, później Damian. Było trochę terenów, jazdy w piachu i po kamykach. Z Płoków standardowa trasa na Krzeszowice, Tenczynek przez Miękinie (ach te zjazdy). Praktycznie w okolicy zamku Tenczyńskiego odbiliśmy na szlak na Puszczę dulowską. Trasę tą zrobiliśmy ekspresem (płaskie tereny, szutry i asfalciki w lesie) z małymi przerwami na serwis Damiana i popas na ławkach obok hodowli dzikich zwierząt :) W drodze udało się zahaczyć o studio filmowe "Alwernia" i zrobić fotkę przed budką strażnika w kształcie kasku motocyklowego. Pogoda też dzisiaj była kapryśna - trochę nas zmoczyła lekka mżawka i generalnie nieco chłodnawo. Stamtąd powrót przez Trzebinie (zwiedziliśmy Balaton i później jakąś dawną filię Uniwersytetu Ekonomicznego). W pewnym momencie chłopaki ruszyli do przodu a my razem z Damianem i Krzyśkiem postanowiliśmy pojechać inną skrótową trasą terenową na Sosinę. Reszta jednak nie chciała jechać przez Ciężkowice - postanowiliśmy podjechać do nich i przekonać do jazdy naszym wariantem ,ale jak tylko nas zobaczyli to znów ruszyli do przodu. Jackowi widocznie padł tel i ciężko się było skontaktować. Postanowiliśmy ruszyć w trójkę na Sosinę, później zadzwonił Adam i przekazaliśmy, że tam też się spotkamy. Na Sosinę dotarliśmy w miarę szybko - jak dzwoniłem to Adam i reszta ekipy była gdzieś w centrum Jaworzna. Z Sosiny ruszyliśmy przez Betony na Maczki - tam Krzychu się pożegnał i trochę pogadaliśmy. Chwilę później dzwoni Adam,że są na Kazimierzu pod Balatonem. Później już wszyscy wspólnie udaliśmy się do domów z przystankami na pożegnanie pod komendą na Klimontowie, na Gwiezdnej i pod E.Leclerkiem.
Bukowno - Konsultacje z mapą Gdzieś w trasie terenowej Żurada - Płoki (w tle Jacek udający się eksplorować okoliczne krzaki :) Pierwszy Pit-stop Kolejny serwis I jeszcze jeden Wyjazd z trasy terenowej Żurada->Płoki Jedna ze ścieżek w Puszczy Dulowskiej Pożółkłe liście w lesie dają znać, że to praktycznie już końcówka sezonuStudio filmowe "Alwernia" Pałacyk Florek w pałacowych ogrodach Balaton - kolejny klon węgierskiego oryginału Pozostałe fotki z wypadu
Rower towarzyszy mi od dzieciństwa, gdzie wolny czas spędzało się śmigając po osiedlowych chodnikach i tam też zdobywało umiejętność jazdy. Pelikan, Wigry3, pokomunijny BMX później pierwszy poważniejszy góral Merida Kalahari i pierwsze dalsze wakacyjne wycieczki. Później jakoś tak się potoczyło, że za wiele nie jeździłem.
W 2011r. postanowiłem zakupić nowy rower Krossa LEVEL A6 z myślą by dojeżdżać regularnie do pracy i od tego czasu się zaczęła rozwijać rowerowa pasja. Dzięki niej poznałem wielu ciekawych znajomych zarażonych cyklozą i spotkałem moją drugą połowę, towarzyszkę życia, która toleruje mnie takim jakim jestem :)
Nie gonię za nowinkami technicznymi i lżejszymi wagowo komponentami itd. Najwięcej radości czerpie z minimalizmu i jazdy na najprostszych w konstrukcji rowerach. Od złożenia pierwszego ostrego koła zakochany w takich rozwiązaniach. Buduję rowery od podstaw i sam je serwisuje. Od jakiegoś czasu składam również koła czyli ostatni element jaki zostawiałem w rękach serwisów zewnętrznych. Jak coś nie wyjdzie mogę być tylko zły na siebie, że coś spartoliłem :)
Rowerem poruszam się wszędzie, gdzie tylko się da i bez względu na warunki pogodowe.
Do zobaczenia na trasie!