Dom Moniki - Praca: Solo z wysokimi kandencjami + spotkanie BS na stargańcu + powrót

Czwartek, 5 lipca 2012 · Komentarze(19)
Przejazd do pracy: DST: 42.52km TIME: 1:37:28 AVG: 26.17km/h MAX: 45.74km/h HR AVG: 133bpm, HR MAX: 175bpm.

Rano pobudka chwilę po 4:00.
Poranne mgły © t0mas82

Szykuję śniadanie i jedzonko do pracy dla siebie i dla Moniki. Dzisiaj jadę solo, gdyż Monika załatwia rano swoje sprawy korzystając z elastyczności tym razem firmy ;). Blokada prędkości dalej założona (środkowa tarcza w korbie i max 6 z tyłu z tarciem o klatkę :)). Jedzie mi się dziwnie, aby rozpędzić się do normalnych prędkości trzeba kręcić z szaleńczą kadencją :) Gdy dojeżdżam do huty postawiam poświęcić chwilę na smarowanie świszczącego łańcucha i wykonuję kolejne zdjęcie miejskie :)
Dąbrowa Górnicza Tworzeń: Skrzyżowanie © t0mas82

Dalej z małym błądzeniem (źle mi się skręciło na real w D.G i musiałem trochę nadłożyć) dostaje się na Zagórze. Następnie już standardowo jak do pracy bez ekscesów :)

opis później, na razie zdjęcia ..
Najpierw obiadek, później czas na pracę :) © t0mas82

Blokada prędkośći :) © t0mas82

Starganiec: Zlot Bikestats © t0mas82

Starganiec: Zlot Bikestats © t0mas82

Starganiec: Uczestnicy zlotu BS i ognisko. © t0mas82


Pozdrawiam wszystkich czytających!

Dom Moniki-Praca-Dom-Praca Moniki-Dom Moniki: Włóczęgowo, eskortowo do/(po)pracowo :)

Środa, 4 lipca 2012 · Komentarze(7)
Rano po wczorajszych burzach praktycznie ani śladu, asfalty względnie suche. Tylko pranie nie wyschło w 100%. Wstajemy wcześnie parę minut po 4:00 bo Monika ma dzisiaj wyjazd w delegację. Przygotowuje na szybko śniadanie, przepakowuje niezbędne rzeczy do małego i suchego :) plecaka z bukłakiem, którego kiedyś zostawiłem u Moniki (wystarczyło miejsca chodź łatwo nie było). Jeszcze tylko szybkie smarowanie napędów i ruszamy w kierunku Katowic. Jedziemy standardową trasą dopracową Moniki (tym razem nie musimy przejechać przez Zagórze). Najpierw pod hutę, później w kierunku Centrum Dąbrowy i Mydlic. W trakcie proponuję i uskuteczniam wymianę plecaków, biorę cięższy delegacyjny pozostawiając swój Monice. Dzisiaj też testuje pulsometr z nową opaską jak się sprawuje podczas jazdy. Wskazania w zakresie 90-160bpm. Nareszcie działa to jak powinno bez gubienia sygnału. Docieramy praktycznie pod Auchan. Później już standardowo przez Centrum Sosnowca, Stawiki, Zawodzie. Na ul. Murckowskiej żegnamy się jeszcze chwilę rozmawiając. Ruszam dalej solo przez 3 stawy w kierunku lasów w Ochojcu znaną mi już doskonale ścieżką - zupełnie przypadkiem często tamtędy jeżdżę :) Po drodze na kawałku prostej jadę na max możliwości aby zobaczyć do jakiej wartości jestem w stanie podnieść puls - wychodzi 192bpm :) W miarę sprawnie znajduje się na ul. Jankego i w pracy. Tam od samego rana czekają już pilne zgłoszenia i odprawa wydziałowa. Z pośpiechu zapominam przepakować telefonu do cywilnych ciuchów i wychodzę na wydział, wracając zahaczając o kompanie i terminale. Po powrocie po 1,5h okazuje się, że Ktoś o mnie się bardzo martwił - przepraszam za brak info czy wszystko ok.
Przejazd do pracy: 43.11km TIME: 01:38:00 AVG: 26.39km/h MAX: 40.7km/h

Po pracy jakoś dobrze mi się kręci i nie odczuwam zmęczenia. Wg. pulsometru pracuje w 91% HR MAX wyliczonego z wieku ;) Na Jankego trafiam kandydata do Karnego k... Niestety nie mam przy sobie wlepek.
Katowice ul.Jankego: Kandydat do karnego k... © t0mas82

Na Niwce załapuje się na tunel w postaci tira i tam wg. wskazań właśnie przeżywam zawał i włącza się alarm - 192bpm :) W domu jestem o 16:35, chyba nowy rekord powrotu z pracy :) Dzwoni Monika i umawiamy się, że odbiorę ją z ul.Murckowskiej jak wróci z delegacji więc jak to mówią w amerykańskich filmach to be continued ... :)

W kierunku pracy Moniki wyruszam ciut późno z racji czynności serwisowych u sąsiada (za to jest dobra kawa w podziękowaniu :)). Jadę ile fabryka dała, na prostej na Sosnowiec nawet koło 40 :) W centrum na światłach przy ślimaku jakiś baran mija mnie na gazetę oraz wyprzedza wężykiem samochody startujące ze świateł (a myślałem, że Monika wyolbrzymia zdolności sosnowieckich mistrzów kierownicy :)). Dalej przez Stawiki, Szopki (tutaj 4 razy umieram wg. pulsometru na zawał :)) oraz Zawodzie. Później ścieżką rowerową na ul. Murckowską. Wspólnie z Moniką wyruszamy na 3stawy oraz w lasy na Ochojcu mijając tory, drewutnie. Następnie jedziemy na Janinę - tam chwila postoju i rozmów ;) W Mysłowicach tuż przed rondkiem spada mi łańcuch i dziwnie się zawija. Dodatkowo widzę, że przerzutka przednia trzyma się na 1 nitce linki :)
Awaria... © kosma100

Po wrzuceniu łańcucha na właściwe tryby, ruszam i nagle strzela linka. Ustawiam śruba regulacyjna L tak ze jest wkręcona na max. i klatka przerzutki ustawia się zgodnie ze środkowym blatem. Osiągalne przełożenia z tyłu bez ocierania to 1-5 (6 ociera już sporo). Jest to chyba wspomniana przez Monikę "blokada prędkości". Z większymi kadencjami kręcę na prowadząc na Zagórze, Lenartowicza, Kazimierz, Strzemieszyce. Tam najkrócej na Łosień. Na koniec małe zakupy na kolację i po jednym kasztelańskim izobroniku :) Na miejscu jesteśmy grubo po 22:00, więc zaraz po konsumpcji lulu.
Pozdrawiam wszystkich czytających!

Wspólny dojazd do pracy i powrót (D.Górnicza Łosień - Katowice Piotrowice - D.Górnicza Łosień)

Wtorek, 3 lipca 2012 · Komentarze(7)
Przejazd do pracy: DST: 54km TIME: 2:11:25 AVG: 24.65km/h MAX: 43.90km/h

Wczoraj z racji trochę późniejszego powrotu z pracy postanawiam pozostać u Moniki. Szkoda wracać do domu aby późno zajechać i położyć się od razu spać. Wieczorkiem szybka kolacja, trochę czasu spędzonego wspólnie oraz przy dodawaniu wpisów i trzeba niestety już kłaść się spać. Rano pobudka o 4:50 + 2 drzemki po 5min ;). Przygotowuje śniadanko i wyruszamy spokojnie kawałek po godzinie 6:00.
Uśmiechnięta Monika podczas rowerowego dojazdu do pracy :) © t0mas82

Dzisiaj nie muszę się śpieszyć do pracy, gdyż załatwiam sprawy związane z rehabilitacją ręki. Udało mi się po znajomości dostać do Poliklinki (naprawiając kompa znajomemu znajomych okazało się, że sąsiad jest rehabilitantem :)- ach te przypadki). Jedziemy najkrótszą drogą na Zagórze (muszę z domu odebrać zamykanie do roweru). Pogoda naprawdę super do jazdy. Nie jest za ciepło i wieje rześki wiaterek. Szybko odnajduje potrzebne rzeczy w domu i jeszcze wykonuje telefon do pracy aby przekazać co działo się w dniu wczorajszym gdyż Arek miał urlop. Do centrum Sosnowca dostajemy się nietypowo ul. Zaruskiego, Kosynierów na Wawel ;) Nagle zaczyna brakować czasu. Jadę z przodu za lokomotywę i ciągnę Monikę by nie spóźniła się do pracy :) Ostatecznie na ul. Murckowskiej w Katowicach jesteśmy 2 minuty przed czasem. Żegnamy się i ruszam do Centrum Katowic w kierunku Polikliniki. Po drodze pod pracą Moniki nagle ktoś mi mówi "Cześć Tomek", odpowiadam i dopiero później kojarzę fakty kto to i skąd się znamy hihi ;) Do Centrum jadę na około przez 3 Stawy i Park Kościuszki. W Poliklinice przypinam rower do stojaka (jednak są pro rowerowi, jest jeszcze opcja aby przypiąć naprzeciwko portierni - nota bene bardzo miły stróż i pewnie na dłuższy pobyt skorzystam aby na widoku zostawić przed stróżówką :).
Z duszą na ramieniu porzucam na chwilę zapiętego w wyrwikółko Kross-a :) © t0mas82

Robię fotkę śmigłowca, który tam wylądował jakiś czas temu :)
Poliklinika w Katowicach: Black hawk down :) © t0mas82

Załatwienie spraw rehabilitacji idzie gładko i szybko, pierwsze zabiegi już 09.07 :) Fajnie wszystko się poukładało co mnie niezmiernie cieszy. Powrót z Polikliniki nad A4 do Parku Kościuszki, później na Brynów i tam ruszam ścieżką rowerową w kierunku drewutni i lasów na Ochojcu. Po 50km w nogach jedzie się naprawdę dobrze ;)
Przejazd nad A4 © t0mas82


Po pracy jadę po Monikę. Szlabany jak zwykle zamknięte. W ramach terapii znów jadę dziurawą drogą omijającą strzeżony przejazd PKP. Później równym tempem przez lasy na Ochojcu na 3 stawy i ul. Murckowską.
Dolina 3 Stawów: Lotnisko Muchowiec © t0mas82

Docieram tam sprawnie, parę minut po 16:00 i wspólnie ruszamy załatwić sprawunki na Dąb ścieżką rowerową wzdłuż ul. Chorzowskiej.
Katowice ul. Murckowska - Koniec zmiany, szczęśliwi udają się do domu :) © t0mas82

Z Dębu udajemy się na Siemianowice, tam przejeżdżamy przez Park i terenem na Czeladź. Od Czeladzi prowadzę na Sosnowiec, gdyż muszę jeszcze zahaczyć o dom. W pewnym momencie robi się ciemno i zaczyna się błyskać. Docieramy do mnie i zaczyna już kropić. Szybko załatwiam co mam załatwić i jedziemy dalej w kierunku Łośnia. Niedługo później rozpoczyna się regularna ulewa. Jestem cały mokry i nie zależy mi już na omijaniu kałuż wody :) Docieramy do przejścia podziemnego w okolicach Real-a w Dąbrowie. Tam chwila odpoczynku, Monika dzwoni do brata Mariusza, że nie zdążymy na umówioną godzinę zajechać na Łosień. Dalszy powrót realizowany z podpórką, rowery w samochód a ja dostaje miejsce w 2 klasie na pace :D
Chwila odpoczynku w przejściu podziemnym w okolicy Reala © t0mas82

Rowery w przejściu podziemny też odpoczywają :) © t0mas82

Na miejscu u Moniki niebawem zjawiają się Kudłata z Keb-em i prace porządkowe w pomieszczeniach na parterze u Moniki ruszają pełną parą. Ja tłumacząc się niesprawną ręką biorę się za przyrządzanie kolacji, gdyż zgłodniałem już na maksa. Później konsumpcja przyrządzonego posiłku, nawet jest to jadalne i smakuje :)
Pozdrawiam wszystkich czytających!

Dom-praca-dom Moniki (Sosnowiec - Katowice Piotrowice-D.Górnicza Łosień)

Poniedziałek, 2 lipca 2012 · Komentarze(4)
Przejazd do pracy: DST: 23.72km TIME: 0:53:42 AVG: 26.50km/h MAX: 54.27km/h.
Z rana trochę pokropiło. Na szczęście w godzinie wyjazdu przestało a zza chmur zaczęło wyglądać słoneczko. Jedzie się lekko i przyjemnie - to przez ten chłód :)
Po drodze robię kilka fotek.
Giszowiec: A tak dzisiaj wyglądała Janina :) © t0mas82

Ścieżka w lesie na Giszowcu i efekty wczorajszych burz © t0mas82

W Katowicach na Jankego dwukrotnie ktoś próbuje we mnie wjechać tarabaniąc się z podporządkowanej, stosując ograniczone zaufanie profilaktycznie hamuje przed każdym takim wyjazdem gdy widzę nadjeżdżający blachosmród :)
Po pracy jadę na spotkanie z Moniką. Przejazd jak zwykle zamknięty, w ramach terapii wstrząsowej omijam go dziurawa drogą na której 6 tygodni temu połamałem rękę. Oczywiście jadę wolniej niż wtedy :). Następnie dojeżdżam do ul. Szenwalda i wjeżdżam do lasów. Czuć przyjemny chłód. Jadę ścieżką przez lasy w Ochojcu, drewutnie, 3 stawy i docieram na ul. Murckowską.
Czarny wojownik na rondku na ul. Murckowskiej © t0mas82

Wspólnie jedziemy w kierunku Łośnia trasą Moniki w kierunku Czeladzi, Grodźca terenami na Łagiszę by ostatecznie dostać się na Pogorię. Tam chwila leniuchowania na trawce :) Następnie udajemy się do Lidla na małe zakupy, kupuję okulary biegowe oraz pulsometr. Postanawiamy usiąść chwilę pod szkołą plastyczną i zjadamy część owoców oraz pysznego grejpfruta :) Później pod Hutę na Tworzeń i asfaltami do Łośnia, gdzie w sklepie kupuje to czego nie było w Lidlu. W domu u Moniki przyrządzamy kolację a później testy pulsaka (działa wyśmienicie :)) oraz przekładka szkieł w okularach. Czas szybko leci i trzeba się pomału kłaść spać. Jutro dość wczesna pobudka by zdążyć do pracy.
Pozdrawiam czytających!

D.Górnicza Łosień -> Sosnowiec

Niedziela, 1 lipca 2012 · Komentarze(8)
Z rana po śniadanku dalsza część walki z serwisem rowerów. Napędy już błyszczą, czas na serwis piasty w Kellysie i końcowe ustawienia (SAG w First-cie u Moniki, smarowanie Brunoxem goleni itp.). Wszystko idzie sprawnie i niedługo później wszystkie są gotowe do jazdy (no może nie wszystkie, bo w moim tarcza z przodu pokiereszowana ale nie miałem dłuższego klucza rozsuwanego ze sobą aby dobrze podprostować). Po 13:00 krótka jazda testowa na obiadek w rodzinnym gronie u Taty Moniki, wyczyszczone napędy pracują z precyzją godną szwajcarskich zegarków :).
Równiotkie asfalty w okolicach Łośnia. © t0mas82

Meridka po serwisie po jednej z dzisiejszych jazd testowych © t0mas82

Żegnam się z Moniką i po 16:30 wyruszam do domu.
Czas się pożegnać. Dobrze, że tylko do jutra :) © t0mas82

Początkowo miałem wracać przez Okradzionów ale kuszący zacieniony asfalt w kierunku koksowni wygrał z tą opcją. Prawie przy koksowni skręcam w lewo do lasu i terenem dostaje się na początek drogi na zwałkę.
Lasy w okolicach Koksowni - jest bezpiecznie nawet dla ex-inwalidy :) © t0mas82

Stamtąd już standardowo na Strzemieszyce koło Securita, Kazimierz, Lenartowicza i do domu :) Wychodzi o 5km mniej jak przez Okradzionów więc jest to ciekawa opcja powrotu mniej ruchliwymi drogami z Łośnia. Monika dziękuje za mile spędzony weekend ;)
Pozdrawiam wszystkich czytających!

Sosnowiec -> D.Górnicza Łośień

Sobota, 30 czerwca 2012 · Komentarze(0)
Późnym rankiem zbieram się i jadę w kierunku Mysłowic na spotkanie z Moniką, która wraca z wczorajszej wizyty u Ewy w Tychach. Mam misje kupić coś co ugasi pragnienie, dzień jest masakrycznie upalny :) Spotykamy się za rondkiem na Niwce koło kościoła i wspólnie ruszamy w kierunku Łośnia. Po drodze małe zakupy w Lewiatanie. W Strzemieszycach zupełnie przypadkowo spotykamy Krzycha i już w większym gronie jedziemy dalej. Tym razem darujemy sobie przejazd zwałką hucianą jednomyślnie postanawiamy pojechać wariantem w kierunku koksowni. W pewnym momencie droga się kończy i śmigamy terenem, aż do asfaltu którym jechaliśmy ostatnio. W drodze okazuje się, że Monika łapię kapcia z tyłu. Dopompowując raz po raz jedziemy naprzód. Krzychu postanawia uderzyć na Błędów i tamtejsze lasy. Żegnamy się z nim na rozstaju dróg. W domu u Moniki wymieniamy Kellyska na Meridkę i jedziemy do sklepu po izobroniki i zakupy do obiadu.
Po obiadku bierzemy się za robotę, Monika sprząta piwnicę ja z racji ostatnich problemów zaczynam serwisować rowery :) Narzędzia profilaktycznie wziąłem z domu. Częściowo z pomocą Moniki udaje się skasować luzy na korbie, wyczyścić wszystkie napędy i załatać część kapci. Łatanie pozostałych i serwis piasty zostawiamy na kolejny dzień :)

Dom-praca-dom (Sosnowiec - Katowice Piotrowice-Sosnowiec) + eskortowo na Tychy

Piątek, 29 czerwca 2012 · Komentarze(10)
Przejazd do pracy: DST: 23.67km TIME: 0:55:45 AVG:25.48km/h MAX:53.89km/h
Pogoda idealna do jazdy. Wyruszam z domu nieco wcześniej o 6:10. Nie śpieszę się specjalnie. W lasach zielono i chłodno. Fajnie jest znów powrócić do jazdy rowerem :) Wykonuje też parę fotek typowo miejskich.
Zaparkowany radiowóz przed klubem Old Timers Garage w Piotrowicach © t0mas82

Mostek tramwajowy na Niwce © t0mas82

Ścieżka w lesie w Giszowcu © t0mas82


Po pracy w dniu dzisiejszym zamierzałem sobie zrobić wycieczkę na Tychy, przy okazji towarzyszyć Monice w drodze do koleżanki Ewy i wrócić solo leśnymi ścieżkami. Wczoraj Adam proponował w komentarzu wypad na masę katowicką więc dzwonie do niego czy nie chciałby dołączyć do mnie. Właściwie to człowieka opętanego cyklozą nie było trzeba długo przekonywać :)
Niespodziewanie po 15:00 dzwoni Krzychu, że wraz z drugim Krzyśkiem też dołączą do planowanego przejazdu . Zbiera się całkiem pokaźna ekipa.
Zaraz po pracy ruszam do punktu spotkania w lesie na Ochojcu, skąd zamierzamy wyruszyć. Szlabany są otwarte więc tym razem nie jadę skrótem, którym ostatni przejazd tak fatalnie się dla mnie skończył. Do skrętu na ul. Szenwalda towarzyszy mi jak zwykle Krzysiek . Po drodze na ul. Z.W.Jankego spotykamy 2 kandydatów do karnego k.... Nie możemy tak tego zostawić. Krzychu nalepia karniaki a ja focę :)
Kandydat do karnego © t0mas82

Kandydat do karnego k... © t0mas82

Na punkcie zbornym jestem pierwszy, rozkładam się, czekam i delektuje się odgłosami lasu i świerczących napędów bikerów którzy tamtędy przejeżdżają :) Po jakimś czasie zjawa się Adam i Monika. Dzwoni też Kysu i przekazuje, że jeszcze im trochę zejdzie z dojazdem. Postanawiamy wyruszyć do sklepu na małe zakupy, gdyż co tu ukrywać jestem głodny :)
Zakupy przedwyjazdowe w sklepie na ul. Szenwalda © t0mas82

Wracamy i konsumujemy obiadek delektując się smakiem serów pleśniowych :)
Krzyśki też już są więc jest komplet na wyjazd. Dłuższa chwila rozmów, śmiechów i oglądam nie widzianego na żywo Krzyśkowego fulla.
Ekipa wycieczkowa © t0mas82

Ekipa wyjazdowa © t0mas82

Krzychu gotowy do drogi © t0mas82

Na Tychy ruszamy standardowo na azymut, leśnymi ścieżkami w kierunku Lędzin raz po raz kojarząc mijane miejsca :) Ślad rejestruje Garmin Adama, sam jestem ciekawy jak jechaliśmy. W lesie jedzie się bardzo przyjemnie, teren nie jest wymagający więc moja nie w pełni sprawna ręka radzi sobie całkiem dobrze.
W końcu udaje się dotrzeć do miejsca docelowego. Od Ewy otrzymujemy zaproszenie aby wejść do środka i chwilę zostać, ale głodni jazdy podziękowawszy odmawiamy i ruszamy w drogę powrotną. Jeszcze tylko żegnam się z Moniką, zostawiając ją na pogaduchach :) Jednomyślnie postanawiamy uzupełnić paliwo. Najpierw zakupy w Tesco (mają tam też Krzyśkowy specjał w postaci piernika) i konsumpcja koło fontanny.
Chwila odpoczynku i uzupełnienie zapasów energii © t0mas82

Nie ma jak piernik z Tesco :) © t0mas82

Po dłuższej chwili spoczynku ruszamy do domu zmodyfikowaną trasą, która też wiedzie leśnymi ścieżkami. Zahaczamy o hałdę murckowską - podjeżdżam bezpieczną boczną drogą i obserwujemy stamtąd ładne widoczki. Po dłuższym kręceniu jesteśmy w Giszowcu na Janinie :) i robimy kolejny postój. Dalej już standardowo. W Mysłowicach żegnamy Krzyśka, pod komendą w Klimontowie drugiego Krzycha i na rondku na Rydza Śmigłego Adama. W domu podobnie jak wczoraj jestem około 0:00 :). Dzięki za towarzystwo i wspólną wycieczkę.

Pozdrawiam piątkowo-weekendowo !

Dom-praca-dom nietypowo

Czwartek, 28 czerwca 2012 · Komentarze(12)
Dzisiaj nietypowy przejazd :) Wczoraj się nieco zasiedziałem u Moniki więc postanawiam, że zostanę i wyruszymy wspólnie do pracy. Pobudka 4:00, szybkie śniadanko i w drogę. Wyruszamy ok 5:20 trasą Moniki, która jak się później okazuje jest o 7 km krótsza od tej którą znam :) Rano na zewnątrz warunki niezbyt sprzyjające, mżawka na zmianę przechodząca w deszczyk. W okolicy byłej Huty Katowice spory ruch blachosmrodów, zagapiwszy się zostaje na skrzyżowaniu i mam problemy ze znalezieniem luki w sznurze samochodów w którą mógłbym się wcisnąć :) W końcu się udaje i przypadkiem załapuje się na pierwszą fotkę z dojazdu do pracy.
W drodze do pracy w okolicach huty © t0mas82

Od Zagórza obejmuję prowadzenie, w końcu to moja część trasy do pracy więc znam tu każdą dziurę :) Jedziemy równym tempem do lasów w Giszowcu. Tam wreszcie można spokojnie porozmawiać rozkoszując się leśnymi odgłosami i zapachem roślinności. Na punkcie postojowym sesja zdjęciowa. Najpierw rowery, które nas tu przywiozły:
Kellysek i Krosik w punkcie spoczynkowym na Ochojcu © t0mas82

Następnie wspólne zdjęcie:
Kosma i T0mas w drodze do pracy © t0mas82

Żegnamy się na rozstaju dróg, ja jadę na Piotrowice, Monika do siebie przez 3 stawy na Murckowską :) W pracy ludzie zszokowani, że przyjechałem rowerem patrzyli jak na wariata, który jeszcze wczoraj paradował w ortezie :)

Przejazd do pracy: DST:41.77km TIME: 1:43:41 AVG: 24.17km/h MAX: 51.60km/h

Droga powrotna z pracy znów w towarzystwie Moniki :) Wracamy znaną mi trasą przez lasy na Giszowiec, Mysłowice i Niwkę. Na Niwce odwiedzamy Trójkąt 3 Cesarzy (nie miałem okazji jeszcze tam być chodź jest tak blisko mojej trasy do pracy) :) Chwila odpoczynku,parę zdjęć.
Trójkąt Trzech Cesarzy i Monika. © t0mas82

Później ruszamy w kierunku zwałki hucianej przez Kazimierz i Strzemieszyce. Tam zmiana planów i zamiast drogą wzdłuż torów jedziemy nieznanymi mi wertepami, aby się odnaleźć na asfalcie prowadzącym do koksowni w Łośniu :)
Kominy koksowni w Łośniu przy zachodzącym słońcu. © t0mas82

Na miejscu u Moniki zjadam pyszną kolację (dziękuje była naprawdę rewelacyjna), chwilę jeszcze zabawiam i czas się zbierać do domu. Zostaje eskortowany poza granicę osiedla Łosień do Okradzionowa. Stamtąd już samotny rajd do domu. Jedzie się przyjemnie, czuć miły chłód nocy.

Pozdrawiam czytających !

Pożegnanie z ortezą

Środa, 27 czerwca 2012 · Komentarze(8)
Kategoria KMC-Z9000-2
W końcu nadeszła ta długo oczekiwana chwila. Po dzisiejszej kontroli u ortopedy i wraz z sesja zdjęciową rtg barku, na którym wszystko ładnie się pozrastało otrzymuje zgodę na oficjalne zdjęcie ortezy. Pytam lekarza o rekreacyjną jazdę rowerem po asfaltach, czy są jakieś przeciwwskazania. Jedyne to ryzyko ponownego połamania i unieruchomienia ręki na kolejne 5 tygodni, co powoduje jeszcze większy zanik mięśni i problematyczną rehabilitację (i tak już jest problematyczna bo kontrakty się wyczerpały z NFZ i ciężko będzie wolne miejsca znaleźć w placówkach oferujących takie zabiegi).
Postanawiam podjąć to ryzyko. Głód jazdy jest większy, kto nie jeździ nie zrozumie tego. Po ponad 6 tygodniowej przerwie ruszam w testową jazdę. Skręcane gripy zastępujące stare potargane zamontowałem już w dniu wczorajszym nastawiając się z góry na jedynie słuszny pozytywny dla mnie wariant na kontroli lekarskiej :) Zupełnie przypadkiem postanawiam się udać w kierunku Łośnia w Dąbrowie Górniczej. Jadę znaną trasą wiodącą przez Kazimierz, Strzemieszyce. Następnie hucianą zwałką na Okradzionów. Z początku jedzie się jakoś dziwnie, ale po jakimś czasie jest już lepiej, chodź są objawy braku regularnej jazdy.
Dobrze jest znów stanąć na koła i wrócić do rowerowania :)
To już koniec, porzucam cię ... © t0mas82

Pozdrawiam wszystkich czytających!

Spacer #1 - Pieszo po beskidach chmielowymi szlakami

Czwartek, 7 czerwca 2012 · Komentarze(6)
Jakiś czas temu w blogu postanowiłem dopisywać treningi biegowe. Dużą niekonsekwencją byłoby nie dopisywanie pieszych wypadów w góry. Więc w dniu dzisiejszym pierwszy taki wpis.

Zaczęło się to od wiadomości wysłanej przez Monikę o planowym wypadzie w góry na rowerach w tereny Kubalonki aż do Goleszowa . Zupełnie przypadkowo i niespodziewanie wypad rowerowy zamienia się w plan zrobienia jakiejś pieszej trasy. Znajdują się również chętni na tą opcję w postaci Adama oraz Grzegorza. Ręka w ortezie nie przeszkadza w pieszych wędrówkach więc bez chwili zastanowienia postanawiam również skorzystać z okazji jaka się nadarzyła. Pakuję w plecak prowiant, pastuję zakurzone glany i ruszam z rańca pieszo w stronę centrum Sosnowca. Na środuli postanawiam się jednak wycofać na autobus ze względu na zbliżający się nieuchronnie czas przyjazdu pociągu i obawę, że mógłbym się spóźnić. Pogoda idealna, chłodno i jeszcze nie pada. Popełniam też podręcznikowy błąd nie biorąc ze sobą żadnej mineralnej co okaże się później zgubne, ale nie uprzedzajmy faktów. Na dworcu mylę kasy (pomieszane z tymi przewoźnikami strasznie) ale odnajduję właściwą. Zostaje trochę czasu na rozpoznanie czy są w pobliżu jakieś sklepy które ugaszą moje pragnienie (niestety wszystkie zamknięte/ nawet całodobowy monopol na ul. Modrzejowskiej). Ruszam na peron, gdzie spotykam Grzegorza albo to raczej on mnie wyłapuje z gąszczu podróżnych. Chwilę gadamy o moim wypadku, ortezie i takie tam luźne tematy. Niedługo później wjeżdża pociąg, i wiedzeni sms-em wsiadamy w ostatni wagon. Tam już grzeją nam miejscówkę Monika i Adam. Podróż mija niepostrzeżenie na długich rozmowach na różniste tematy.
Limit i Olo w pociągu do Wisły Głębce © t0mas82

W Wiśle powstaje plan trasy. Plan zakłada podejście na Stożek i docelowo na Czantorię.
Planowanie trasy © t0mas82
Ruszamy niebieskim szlakiem, po drodze mijając grupki turystów z naszego pociągu i wyprzedzając je. Widoczki w około fajne więc jest okazja porobić zdjęcia, tak się składa, że każdy ma ze sobą aparat :)
Widok na szczyty górskie © t0mas82
Było też takie ładne widoczki © t0mas82
Dużo rozmowy, śmiechu. Ciekawe cytaty których nie jestem w stanie teraz już odtworzyć. Ale towarzystwo doborowe to doborowa zabawa :) Po podejściu pod Kiczory na szczycie fotka przy słupku granicznym. I to nie byle jaka bo robiona z 3 aparatów z ustawionym samowyzwalaczem :)
Chwilę byliśmy poza granicami kraju ;) © t0mas82

Pierwsze schronisko jest już widoczne w oddali.
W tle widać schronisku na Stożku :) © t0mas82
Pragnienie coraz bardziej doskwiera, odliczamy pozostałe km do niego i zastanawiamy się czy będzie otwarte i jak fajnie będzie wypić kufelek złocistego trunku. Pogoda dopisuje chodź jeden z serwisów pogodowych twierdził, że ma padać. W schronisku degustacja chleba własnej produkcji, który służy mi dziś za prowiant. Po spożyciu trunku atmosfera się rozluźnia i rozmawia się jeszcze lepiej. Proponuje zatem kolejny kufelek dbając by się zanadto nie odwodnić w drodze na kolejne szczyty. Propozycja zostaje przyjęta bez głosów sprzeciwu. Wyruszamy dalej w kierunku Czantorii. Monika zaczyna odczuwać ból odparzonych spodów pięt. Jednak przejście środkiem błotka nie było dobrym pomysłem równie złym jak wzięcie koncertowych glanów w góry jako podstawowe obuwie (rozumiem solidarność ale ja nie miałem alternatywy :) )
Glany - dobre by zatańczyć pogo na koncercie, w górach sprawdzają się nieco gorzej. © t0mas82
. Na horyzoncie pojawia się kolejny punkt serwujący złocisty trunek. Pobudzone smaki wysyłają sygnał do mózgu, że tej okazji nie można przepuścić. Czwartkowy wypad zaczyna przeradzać się w chmielowy szlak zgodny z kanonami tzw. alkoturystyki. Gospoda zwie się Lepiarzówka i mają tam adekwatny do okazji cytat :)
Motto przyświecające całemu wypadowi © t0mas82

W środku serwują Brackie więc nie odmawiamy sobie degustacji. Tutaj dalsze rozmowy. Zdjęcia okolic, ciekawe historie, oraz rozgryzanie arkan systemu 4zmianowego :)
Degustacja złocistego trunku w Lepiarzówce © t0mas82

Oprócz błękitnego nieba .... nic mi dzisiaj nie potrzeba :) © t0mas82


Czas gna jak szalony, uświadamiamy sobie że mija nam godzina w której zakładaliśmy powrót. Próbuje namawiać do złego, urlopy na żądanie itp. :) oraz udania się do kolejnego punktu na Czantorii serwującego złociste specjały z importu od sąsiadów :) Wygrywa jednak zdroworozsądkowe podejście i wykonujemy zejście po najszybszym szlaku do Wisły, skracając je stokiem narciarskim :) W Wiśle na stacji pakujemy się do pociągu w kierunku Katowic. Kupujemy bilety, okazuje się że promocja i rabat w Kolejach Śląskich mają zupełnie inną definicję. Płacimy ostatecznie drożej niż liniowy bilet Grzegorza, który wiedział co robi kupując go jako ostatni (co prawda dostał w przeciwnym kierunku) :) W Katowicach udaje się zakupić mineralną i ugasić pragnienie, które wiodło nas piwnymi szlakami podczas wycieczki :) W głośnikach pada rozbrajający tekst zapowiedzi pociągu po angielsku zawierający polskie wtrącone słowa :) Konduktorka przy sprawdzaniu biletu Grzegorza długo się zastawia czy go podstemplować. Później po tym jak się żegnamy w Sosnowcu przychodzi jeszcze ze 2 razy pytając czy ktoś się dosiadał :) Adam wysiada w Będzinie i udaje się po swój rower by ostatecznie dojechać do domu. Ja postanawiam uderzyć do Dąbrowy, gdyż mam tam lepsze połączenie ...
Dzięki za udany wypad, co prawda nie rowerowy ale też było super. Myślę, że już niedługo będę mógł pośmigać chociaż pewnie po asfaltach ale to i tak dużo po takim "uziemieniu" :)