Niestety moje wczorajsze obawy się spełniły, rano jak udałem się do "garażu" po rower zauważyłem że w tylnym kole zostało może z 0,5 bara :). Spóźniony jak nigdy (koniec końców wyszedłem z domu o 6:40) po dopompowaniu koła ruszyłem do pracy. Jechałem jak wariat, ale światła nie chciały się dobrze ułożyć. Na szczęście w okolicy Dańdówki wpadłem w tunel aerodynamiczny w postaci autobusu linii 18, i jadąc miejscami 50km/h dociąłem do rondka na Niwce pod kościołem. W pracy byłem z z drobnym poślizgiem :) Po robocie znów trzeba będzie nabić koło pompką dla koksów :) a później w domu odszukać przyczynę przebijania.
Przejazd w stronę pracy: DST: 23.6km TIME:0:50:42 AVG: 27.92km/h MAX: 57.49km/h
Po wczorajszym pitstop-ie opona dziwnie siadła na obręcz i miała pokaźne bicie góra-dół. Na szczęście w domu szybko opanowałem sytuację - dobiłem wczoraj do 4barów nożną pompką stacjonarną i sama wskoczyła na właściwą pozycję :) Skleiłem też dętkę - była mała dziurka, dzisiaj chyba odwiedzę jakiś sklep (może ten w Mysłowicach na Bytomskiej) i kupię jakąś całą bo w tej chwili obie klejone (jedna już 2 razy :D). Przejazd w stronę pracy: DST: 23.63km TIME: 0:53:40 AVG: 26.42km/h MAX: 56.44km/h.
Powrót z pracy z lekkim poślizgiem, jednak coś jeszcze musi być w oponie bo przełożona dętka znów się przebiła (jak schodziłem po pracy po rower to zastałem flapka z tyłu). Jednak pitstop mnie nie ominął i musiałem go wykonać dzisiaj po robocie - tzw. równowaga musiała zostać zachowana :). Oglądając oponę od środka nic nie znalazłem, może to te ziarenka piasku :) Po robocie skoczyłem po całkiem nową dętkę (wszystkie mam co najmniej raz klejone) do rowerowego w Mysłowicach na Bytomskiej (wziąłem Maxxisa - jakiegoś wylajtowanego ale nie tego ultralighta). Przy okazji pytałem o części zamienne do Tectro Auriga Comp - niestety nie mają. Na razie biedy nie ma z tymi klamkami ale coś się przy tej śrubie od zbiorniczka wyrównawczego leciutko poci. Chwilę jeszcze pogadałem o wrażeniach z jazdy we wczorajszym wyścigu i przy okazji dowiedziałem się, że wyników jeszcze nie ma a zdjęcia będą na twarzoksiążce jak zostaną obrobione. Kolejny przystanek w drodze do domu to sklep rowerowy na Niwce - tam zakupiłem zestaw łatający oraz przy okazji dobiłem ciśnienie do 4 barów i Ralph znów ładnie wskoczył na obręcz (jakiś problem jest z tą zwijką że się nie może ułożyć dobrze przy niższych ciśnieniach). Jak byłem w sklepie dzwonił Andrzej,że ma jakiś problem z kompem i potrzebuje informatyka. Postanowiłem podjechać w drodze powrotnej. Serwis zajął chwilkę i komp ożył - jak również Andrzejowy szablon bloga na BS, który się posypał po wczorajszych przeróbkach. Pogadaliśmy jeszcze dłuższą chwilę. Do domu wróciłem jak się zaczęło już robić ciemno. Mam nadzieje, że ciśnienie do jutra potrzyma co by rano nie robić kolejnego pitstopa :)
Rano przed wyścigiem wyczyściłem na szybko napęd bo jednak zebrało się już trochę piachu w nim. Na spotkanie z Krzychem na Juliuszu wyjechałem ciut późno więc musiałem nadrobić w trasie cisnąć ze średnią grubo ponad 30. Na miejscu był też Jacek i wspólnie ruszyliśmy tą samą trasą co przy wczorajszym objeździe do Mysłowic pod dom Krzycha. Trasa poszła nam sprawnie, Jacek trochę psioczył na piaszczysty teren w którym jego szosówki się kopią, ale jakbym mu powiedział którędy pojedziemy to pewnie by z nami się nie wybrał :) Pod domem Krzychu poczęstował nas owocami, a ja dodatkowo wszamałem resztki czekolady :) Ruszyliśmy w czwórkę na start wyścigu, okazało się że jednak nie był aż taki kameralny na jaki wyglądało (było więcej niż 40 osób). Tam wrzuciłem pokaźną porcję węglowodanów w postaci naleśników amerykańskich (pancackes) z dżemem z Lidla :) Start trochę się opóźnił, w końcu zaczęliśmy się kulać. Tempo nie było jakieś nadzwyczajne starałem się trzymać środka stawki podobnie jak Krzychu z drugim Krzychem. Czołówka jednak mocno wyrwała do przodu. Na jednym z kolejnych podjazdów wyrwałem się do przodu i zacząłem ich gonić. Poszło mi to całkiem sprawnie bo po pierwszym kółku byłem w ścisłej czołówie. Niestety na pierwszym zakręcie zorientowałem się, że tył coś miękko chodzi i okazało się że złapałem panę. Zsiadłem ze sprzęta i zacząłem prowadzić go do punktu startowego. Tam podszedłem do stolika i chciałem zakończyć wyścig. Rozłożyłem się i już miałem serwisować koło jak podszedł do mnie sprzedawca ze sklepu rowerowego w Mysłowicach (sklep był organizatorem wyścigu) i zaproponował użyczenie swojego roweru. Niestety nie dało rady go dostosować do moich parametrów fizycznych, sztyca była wysunięta na maksa i rama jak na mnie ciut mała. Ale jak to mówią darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Ruszyłem i od razu zonk. Nie jeździłem w platformach od roku, noga jakoś sama uciekała do góry - nawyk z podciągania w SPD i pierwsze kółko na pożyczonym sprzęcie było naprawdę ciężkie :) Mimo to udało się gonić kolejnych zawodników, 3 kółka zrobione na nowym sprzęcie poszły mi całkiem sprawnie. Problem zaczął się później, nie wiem czy to było wynikiem za niskiej pozycji i dziwnego kąta pracy mięśni nóg ale dopadło mnie najgorsze co może być czyli skurcz. Nie mogłem go w żaden sposób rozjeździć. Sił miałem pod dostatkiem tylko skurcze mięśni nie pozwalały jechać. Na 5 okrążeniu w jednym miejscu prowadziłem rower co ruszyłem korbą znów mnie łapał. I tak dojeżdżając na metę i dostając dubla zakończyłem wyścig z -1 okrążeniem. Okazało się, że dojechałem tam niewiele później niż Krzychu. Drugi Krzysiek zajął 8 lokatę. Zabrakło trochę szczęścia, jednak swoim rowerem się najlepiej jedzie bo wszystko jest dostosowane tak jak trzeba - bo myślę, że mógłbym powalczyć. Powrót z odprowadzeniem przez Krzycha do Maczek po terenach. Chwilę jeszcze pogadaliśmy (dłuższą chwilę). W drodze powrotnej znów widziałem Lucka na S-Worksie :) Wpis bez czasu bo nie wiem ile zajął mi objazd tych 4 kółek na pożyczonym bike-u. Jeszcze nieświadomy, że w tylnym kole jest flapek (zaraz po pierwszym kółku): Ja na pożyczonym sprzęcie (w tle obrócony mój sprzęt gotowy na akcję Jackowego pit-stopa): Jacek w akcji: Walka ze skurczem: Grupowa fotka:
Dzisiejszy wypad na rower sponsorowała literka "T" jak teren. Umówiłem się z Krzychem w standardowym miejscu na krzyżówce na Juliuszu. Z lekkim poślizgiem z uwagi na konieczność wymiany dętki przez Krzycha (ja też lubię jak idę po rower do garażu i widzę flapka :) ) ruszyliśmy na spotkanie z drugim Krzychem do Mysłowic. Gdzie się dało to cisnęliśmy terenem po lasach, plecy mam sprawne to mogłem sobie pofolgować i poskakać trochę na małych pagórkach w celu rozruszania darta co by Brunox go dobrze spenetrował :) Po drodze na w okolicach Jaworzna spotkaliśmy Pawła i trochę pogadaliśmy - jak się okazało zrobił małe kółeczko po jaworznickich ścieżkach rowerowych. Pod domem Krzycha byliśmy w miarę szybko, podjechaliśmy od drugiej strony - nie sądziłem, że to tak blisko elektrowni w Jaworznie :) Później już w 3-jkę ruszyliśmy na spotkanie z kolegą od Krzycha - Tomkiem, który jako stary wyjadacz i uczestnik serii półoficjalnych mysłowickich wyścigów XC rozpoczął z nami późniejszy objazd trasy. Przy okazji dowiedziałem się, że przejazd kółeczka odbywać się będzie w przeciwnym kierunku niż na początku zakładano. Trasa technicznie niezbyt wymagająca, jest parę miejsc gdzie trzeba uważać i długi asfaltowy zjazd gdzie można nieźle przycisnąć. Mimo małej ilości jakiś szczególnie stromych podjazdów jednak daje trochę w kość, a to tylko pojedynczy przejazd dzisiaj tylko zrobiony. Na pewno jutro będzie ciekawie, w końcu to tylko zabawa nie ma się co spinać. Ciekawe kiedy przecinaki (podobno rekord kółka to coś koło 19min) nam zasadzą dubla.
Kaemy w terenie spiszę od Krzycha bo pewnie Endomondo zarejestrowało :)
Przejazd w stronę pracy: DST: 23.68km TIME: 0:52:15 AVG:27.20km/h MAX: 49.75. Musze sobie gdzieś zapisać: "Będę zakładał błotniki gdy pada (przynajmniej jeden z przodu)" :) Dzisiaj z pośpiechu nawet tego przedniego nie założyłem i przyjechałem do roboty gustownie upaćkany w błotku z mokrym tyłkiem :D Na szczęście suche ciuchy na przebranie czekały na miejscu, a te mokre się suszą na jednej z szaf z serwerami. Poza tym w czasie jazdy jakiś kierowca zwrócił mi uwagę, że mnie prawie nie widać - może miał rację ale moja lampka którą mam normalnie na tyle jest u Krzycha odkąd mu pożyczyłem podczas nocnego powrotu.
Po robocie wypad na masę do Zabrza. Sądząc po tym nieśmiało wychodzącym słońcu będzie dobra pogoda, która wynagrodzi poranne deszcze.
Wypad na masę udany w składzie Jacek, Adam i moja skromna osoba. Olo81 niestety nie stawił się dzisiaj i nie miałem okazji zobaczyć jego ostrzaka na żywo. Przejazd do Zabrza z małym terenowym incydentem (GARMIN pokazał nam fajny skrót przez betonowe płyty i błotko). Pogoda dopisała, tylko na początku trochę postraszyło burzą. Masa podobnie zorganizowana jak w Gliwicach (wsparcie Policji w postaci dwóch aspirantów na motorkach obstawiających skrzyżowanie i bawiących się sygnałami dźwiękowymi i świetlnymi:)). Tempo przejazdu masy wyraźnie wolniejsze niż gliwickie dlatego cała impreza trochę się przeciągła. Powrót bez większych niespodzianek z pożyczonymi od Adama akumulatorami do mojej lampki przedniej i małej diodówce z Decathlonu na tył od Jacka.
Dzisiaj trochę zimniej i trzeba było dłuższe gatki i nogawki ubrać :) Przejazd w stronę pracy: DST: 23.69 TIME:0:52:00 AVG: 27.33km/h MAX:48km/h. Dzisiaj dłuższy pobyt w pracy ze względu na próbę do napadu na bank :) Widziałem już całość w pokazie przedpremierowym bezpośrednio w wozie transmisyjnym :) Terrorysta przetrzymujący zakładników w banku ma dźwięcznie brzmiącą ksywkę Rzeźnik. Super teksty między negocjatorem a Rzeźnikiem, naprawdę realistyczny scenariusz - najlepiej spędzone nadgodziny w pracy :) Powrót praktycznie wieczorem (plus że przestało lać), trochę dokuczał mi skurcz mięśni którego nie mogłem rozjeździć - to pewnie z tego wychłodzenia.
Przejazd w stronę pracy: DST: 23.65, TIME: 0:50:49, AVG: 27.92km/h, MAX: 54.06km/h Powrót bez dodatkowych wycieczek i modyfikacji trasy ze względu na niepewną pogodę i lekką mżawkę.
Przejazd w stronę pracy: DST: 23.63km , TIME: 0:51:20, AVG: 27.63km/h, MAX:54.06km/h. Dzisiaj jazda na nowym napędzie i z nowym komputerem pokładowym - super uczucie jak nic nie skacze przy zmianie przełożeń.
Wróciłem sobie przez Centrum Katowic, później ścieżką wzdłuż DK86 na Dąbrówce odbiłem na Szopki, tam skręt na Borki i dojazd od tyłu stawików (w pobliżu stadionu). Miałem porobić zdjęcia ale Automapa znów wydrenowała mi akumulator w komórce (dziwne bo wydawało mi się, że zwykle dłużej działała).
Dzisiaj jazda bez licznika, do skrzyżowania w Piotrowicach jeszcze działał a potem klasycznie się zrestartował. Musze coś zakupić w najbliższym czasie. Wczoraj przełożyłem stary napęd bo LX i 3 łańcuchy do kompletu wykazały znaczące zużycie. Po wstępnych testach nawet daje radę tylko lekko coś przeskakuje ale to może wyjechana spinka SRAMa :). Szkoda mi środkowego blatu który jest w dobrym stanie więc i tak zamierzam coś taniego kupić z jednym łańcuchem (może PG950 + HG53) i poczekać do zimy jak ceny pójdą w dół.
Podczas powrotu z pracy, postanowiłem zakupić jakiś licznik i napęd. Pokręciłem się trochę po sklepach, na pierwszy ogień poszedł sklep w Mysłowicach na Bytomskiej. Kaset SRAMa i łańcuchów brak, chwilę pogadałem ze sprzedawcą - podzielił moją opinię, że jeśli chodzi o tańsze komponenty to nie ma sensu bawić się w metodę kilku łańcuchów (o czym się zdążyłem przekonać zajeżdżając napęd LX i 3 łańcuchy). Zapisałem się przy okazji na wyścig rzutem na taśmę bo chcą zamknąć listę w okolicy 40 osób, ja byłem 37 :) Później po drodze odbiłem na centrum, tam o mało bym się nie wpakował w dzieciaka na rowerze bo zatrzymał się przed przejazdem przez ulicę i nagle postanowił że sobie pojedzie w prawo, zczepiliśmy się kierami i udało mi się wymanewrować. Pierwszym sklepem w Sosnowcu był Magnes (Kellys). SRAM był tyle, że w nieprzystępnej cenie, która po haśle że oszołomy mają taniej zrównała się z ceną oszołomów :) i tak stałem się posiadaczem zestawu uzdrawiającego mój napęd tj. kasety PG-950 i łańcucha PC-951. Po drodze do oszołomów spotkałem znajomego Lucka na jego nowym nabytku - karbonowym S-Worksie (sprzedał pancerną Konę i teraz spłaca karbona). U oszołoma chciałem tą sigmę zobaczyć co mieli w promocji, okazało się że nie ma i kupiłem jeszcze droższy VDO - po przyjeździe do domu zastanawiam się czy dobrze zrobiłem hehe. Oszołom chciał mi znów wcisnąć sztycę Fuksona (skąd on bieże te komponenty, chyba z warzywniaka) i dodatkowo jakąś lampkę na przód. W dodatku jak zwykle padło hasło, że najlepsze są ramy Speca i Lucek po kupnie Sworksa może teraz normalnie śmigać z górek bez zaciskania klamek bo wcześniej bał się, że rama mu się rozleci w jego HT Leader Fox-a :D Powrót przez Centrum, terenem z Zamkowej przez garaże i podjazdem pod Magneti.
Obecna sigma bc906 jak znajdę czas przejdzie operację rozcięcią i sprawdzenia styku licznik bateria na płytce. Może chociaż do kadencji się nada.
Dzisiaj mój licznik całkiem się wyłożył, lekkie stuknięcie w dolną część powoduje wyłączenie i nie jest to wina źle dolegającej baterii. Zgodnie z wczorajszymi planami wyruszyliśmy z Jackiem spod Balatonu w kierunku Smolenia. Trasa wytyczona przez nawigację poprowadziła nas przez Kazimierz, Strzemieszyce, Łosień, Łazy Błędowsie, Chechło, Błedów, okolice Kluczy, Kwaśniów Górny, Złożeniec. Na zamku spotkaliśmy dwóch krótkofalowców robiących transmisję spod zamku, ze sprzętem o mocy 100W. Chwilę pogadaliśmy z nimi, okazało się, że prawdopodobnie znają z eteru kolegę Lesława z mojej roboty też mającego bzika na punkcie fal radiowych :) Później wyjazd na górę i kilka fotek. Radiostacja skutecznie wyłożyła nawigację Jacka, chwilami to wg. niej byliśmy gdzieś przy granicy :) Powrót postanowiliśmy zrobić przez Ogrodzieniec. W Pilicy zobaczyłem tabliczkę z czerwonym szlakiem wiodącym w tym kierunku. Namówiłem Jacka na jazdę lekkim teren. Później jednak przeistoczył się w coś gdzie cienkie szosowe opony średnio sobie radzą :). Ale Jacek dzielnie walczył z przeszkodami na drodze, po drodze psiocząc na mój pomysł. W Podzamczu jakoś udało nam się minąć zamek nie zauważając go i trochę się pogubiliśmy ale GPS posłusznie nas doprowadził. Dzisiaj tłumy turystów i o dziwo nie padało - przełamałem chyba fatum ciążące nad tym miejscem. Chwila postoju i zjedliśmy po włoskim lodzie. Później moje szanowne 4 litery dały o sobie znać. Siodło parzyło i nie mogłem znaleźć odpowiedniej pozycji. Jakoś się dokulałem do domu, wróciliśmy przez Rudy terenami byłej zwałki Huty Katowice - przy okazji pokazałem tą drogę Jackowi. Pożegnaliśmy się na Kazimierzu, później tylko podjazd pod Lenartowicza i do domku. Wieczorem czeka mnie czyszczenie napędu bo chodzi tragicznie. Jutro raczej daleko się nie ruszam, może uda mi się pod wycieczkę Andrzeja podczepić.
Rower towarzyszy mi od dzieciństwa, gdzie wolny czas spędzało się śmigając po osiedlowych chodnikach i tam też zdobywało umiejętność jazdy. Pelikan, Wigry3, pokomunijny BMX później pierwszy poważniejszy góral Merida Kalahari i pierwsze dalsze wakacyjne wycieczki. Później jakoś tak się potoczyło, że za wiele nie jeździłem.
W 2011r. postanowiłem zakupić nowy rower Krossa LEVEL A6 z myślą by dojeżdżać regularnie do pracy i od tego czasu się zaczęła rozwijać rowerowa pasja. Dzięki niej poznałem wielu ciekawych znajomych zarażonych cyklozą i spotkałem moją drugą połowę, towarzyszkę życia, która toleruje mnie takim jakim jestem :)
Nie gonię za nowinkami technicznymi i lżejszymi wagowo komponentami itd. Najwięcej radości czerpie z minimalizmu i jazdy na najprostszych w konstrukcji rowerach. Od złożenia pierwszego ostrego koła zakochany w takich rozwiązaniach. Buduję rowery od podstaw i sam je serwisuje. Od jakiegoś czasu składam również koła czyli ostatni element jaki zostawiałem w rękach serwisów zewnętrznych. Jak coś nie wyjdzie mogę być tylko zły na siebie, że coś spartoliłem :)
Rowerem poruszam się wszędzie, gdzie tylko się da i bez względu na warunki pogodowe.
Do zobaczenia na trasie!