Przejazd w stronę pracy: DST: 23.70km TIME: 0:57:05 AVG: 24.91km/h MAX:46.51km/h Jazda bez blata, miękko i szybko :)
Wieczorem zamontowałem nowe blaty do korby SLX z Firex-a (o dziwo pasują bez szlifów, czytałem, że transfer w drugą stronę blaty SLX do Firex-a jest problematyczny), kasetę HG50 11-34 i jeden z łańcuchów KMC Z9000 (skrócony do 108 ogniw). Zgrubna regulacja, resztę się poprawi w czasie jutrzejszej jazdy do pracy.
4 kółka po parku = 12km = 1:03:00. Biegło się lekko, dzisiaj standard, w piątek na wolnym wybieganiu spróbuje podnieść poprzeczkę o 1 stopień i zrobić 7 kółek co da jakieś 21km (ostatnio udało się zrobić 18km) - tempo oczywiście wtedy będzie znacznie wolniejsze niż 5min/1km :) Na koniec 600m sprintu, potem przebieżki i do domciu. Dzisiejsze bieganie, jak kilka ostatnich w całości po mięciutkiej trawie, po co kolanka męczyć na twardych betonach (podpatrzyłem jednego biegacza jak śmiga obok ścieżki w parku właśnie w taki sposób).
Przejazd do pracy: DST: 23.68km TIME: 0:57:48 AVG: 24.58km/h MAX:52km/h Łańcuch lata po blacie i przeskakuje napęd, mam nadzieje że w domu czeka już zestaw naprawczy :) Na blacie nie da się już jeździć, non stop strzela :) W dodatku tył ograniczony do 6 bo na wyższych łańcuch ociera o klatkę przerzutki z przodu (wiem można wyregulować, ale nie chce mi się grzebać, poczekam jak nowy napęd przyjdzie to ustawie wszystko perfekt). Dzisiaj pod górkę na wiadukcie w Mysłowicach osiągnąłem chyba swoją max kadencję, aż się dziwnie gość na szosie, którego minąłem przyglądał (na 2->6 jechałem ponad 40km/h więc wyobraźcie sobie jaki to był młynek). Edit: Jak słusznie zauważył Doms to pewnie ciężko byłoby takie coś wykręcić, więc musiało już być z górki jak spojrzałem na komputer pokładowy.
Mój napęd zaniemógł ostatnio. Poskładałem coś ze zużytych części z zamiarem przyłączenia się w dniu dzisiejszym do wspólnego kręcenia z Andrzejem jako, że preferował asfalty gdzie nie ma takich obciążeń. Wypad zaczął się pechowo. Wyjechałem o 8:20 spod bloku 2 obroty korby i zerwałem łańcuch. Skróciłem o 2 ogniwa, skułem. Dzwonię do Andrzeja, że się trochę spóźnię. Dojeżdżam do skrzyżowania pod Orionem i znów łańcuch strzela. Z roweru robię hulajnogę i śmigam nią do domu po stary łańcuch. Szybko zakładam smaruję i w drogę. Na placu mocno spóźniony zastaje na miejscu Andrzeja (andi333), Pawła(pawelll), Adama(limit) i Damiana(Doms). Plan na dzisiaj to Ojców. Damian deklaruje, że przejedzie z nami na Bukowno. Andrzej wrzuca swoje ostre jak brzytwa tempo, które o dziwo dzisiaj mi wcale nie przeszkadza (chyba tydzień dojazdów do roboty i organizm przywykł, a może to regularne przebieżki po parku). Jednak nie wszystkim ono odpowiada, Damian i Adam, który wczoraj machnął setkę postanawiają pojechać własnym tempem aby nas nie wstrzymywać. Prosta na Bukowno również mocno, pod fontanną chwila odpoczynku i sesja zdjęciowa (woda dalej zakręcona). Później terenami na Olkusz a następnie kierunek Pieskowa Skała. Fajne serpertynki, widoczki ze skałkami i super pogoda (po jednym z większych podjazdów ściągamy nadmiar ciuchów, oj dawno w krótkich nie śmigałem :)). Z Pieskowej ruszamy na Skałe, powrót przez Trzyciąż i odbijamy na Troks (zwany Torx-em :) ), Rabsztyn, Olkusz. Z Olkusza powrót taki sam, jedynie z Sosinki ruszamy betonami. Na drogach sporo motocyklistów (chyba jakieś otwarcie sezonu czy coś).
Pod koniec dzisiejszej jazdy napęd zaczął mieć swoje humory. Przeskakiwanie łańcucha na blacie stało się normą i strasznie wkurza. Oby nowy zestaw naprawczy szybko dotarł. Ciekawe jak się będzie ujeżdżało inaczej stopniowana kasetę 11-34 :)
Pogoda jak w środku lata. Wybiegłem na letniaka do parku, krótkie spodenki i koszulka :). Dzisiaj spokojny bieg, standardowo 4 kółeczka = 12km = 1:04:00 ciągłego biegu. Ostatnie 500m to sprint na max możliwości, później jeszcze kilka przebieżek i domciu.
Przejazd w stronę pracy DST: 24.00 TIME:1:01:03 AVG: 23.59km/h MAX: 49.91km/h.
Na Niwce łańcuch spadł mi z korby i dziwnie się przekręcił. Byłem prawie pewien, że się złamał bo był całkiem obrócony na korbie w stosunku do tego co na kasecie :). Jakoś to doprowadziłem do porządku ale ociera strasznie i chyba znów hak się skrzywił. Jedne z ogniw łańcucha się zgięło ale nie robiłem dokładnych oględzin. W domu czeka mnie serwis. Ciekawe czy uda mi się wrócić (skuwacza nie mam niestety żeby w razie czego singla zrobić).
Udało się wrócić. Jak pooglądałem bliżej łańcuch to wygiętych ogniw jest więcej :) Na blacie tak nie ocierało więc jakoś się dokulałem.Pogoda piękna, zapowiada się super weekend rowerowy (17 i więcej stopni na plusie). W planach Ojców a ja nie mam napędu. Wieczorem złożę coś z pozostałych kaset i łańcuchów (może małe szlifowanko :)). Jednak list ekonomiczny z nowiutką kasetą chociaż wysłany wczoraj z Gliwic pewnie dotrze w takim samym czasie jak ten z drugiego krańca Polski :)
Update: Małe podsumowanie obecnie zużytego napędu, zakupiłem PG950 + 1 łańcuch PC951 w dniu 05.09.2011r. Do takiego stanu jak jest teraz doprowadziło go zrobienie 5476.77km. A ja szacowałem, że to zaledwie 2k km :) Całkiem nieźle jak na opcję z jednym łańcuchem.
Dzisiaj postanowiłem wykonać jakieś dłuższe wybieganie wolniejszym tempem. W sumie wyszło tego 6 kółek wokół parku w stronę gdzie jest długi podbieg = 18km z czasem 1:38:00, zmierzyłem jeszcze czasy pośrednie standardowych 4 kołek w 1:04:00, 5 kółek w 1:21:00. W parku sporo biegaczy ale nie robią kółeczek tylko przebiegają i śmigają dalej w nieznane strony (tak sobie to tłumaczę bo na kolejnym kółku już ich nie spotykam)
Cofam co powiedziałem we wczorajszym komentarzu. Wolę jednak błoto w lasach :) Przy wyjeździe spod bloku od razu gleba na skręcie pod kątem prostym, na drogach cienka warstwa lodu, której praktycznie nie widać. Trochę zwolniłem prędkości przelotowe do super bezpiecznych a i tak z 4 razy lekko zarzuciło mi tylnym kołem (dobrze, że nie przednim). Jedyny plus, że lasy na Giszowcu są przejezdne. Słoneczko ładnie już świeci więc po południu szklanka na drogach będzie już historią. Dzisiaj znów kolejny tirowiec bez wyobraźni, któremu jak zwykle się śpieszyło minął mnie na centymetry przy sporawej prędkości tak, że jego naczepa prawie mnie zepchnęła na pobocze. Niestety nie dorwałem go na światłach, bo miał akurat zielone.
Powrót to je bajka :) Taka wiosenna pogoda powinna pozostać na dłuższy czas :) W lasach o dziwo wszystko wsiąkło i błotko niewielkie. Jedyny "uprzykrzacz" jazdy to przeskakujący niemiłosiernie zarżnięty napęd. Nowy już został zamówiony.
Tym razem trochę inaczej. Wyjechałem ciut później i musiałem jakoś nadrobić. Błotko w lesie by mnie raczej dużo spowolniło więc odbiłem na Hubertusa i później przez 3 górki koło drewutni na Ochojec. Stamtąd już ścieżką rowerową do pracy. Wyszło ciut więcej ale ogólnie myślę, że byłem szybciej.
Powrót również z ominięciem błota w lesie i już standardowo przez Klimontów i Gwiezdną. Zakupiłem kasetę HG-50 11-34 w ultimabike.pl (chyba mają najtaniej). Dodatkowo udało się urwać jeszcze 6 zł w stosunku do ceny z allegro bo okazało się, że w ich sklepie internetowym jest wystawiona po niższej cenie.
4 kółeczka wokół parku = 12km = czas nieznany bo stoper nie włączony. Przy okazji test pulsometru z użyciem żelu do EKG (początkowo nawet działał ale później znów się wyłączył) :(. W połowie 2-go kółka niespodziewanie ktoś się dołącza i biegnie niezłym tempem :) Postanawiam również podkręcić swoje. Jakiś czas biegniemy równo później pod górkę daję ogień i zostawiam w tyle zawodnika. Dogania mnie na długiej prostej i pod koniec robi sprint. Na światłach kończy trening a ja jadę dalej z koksem robiąc 3 i 4 kółko.
Rower towarzyszy mi od dzieciństwa, gdzie wolny czas spędzało się śmigając po osiedlowych chodnikach i tam też zdobywało umiejętność jazdy. Pelikan, Wigry3, pokomunijny BMX później pierwszy poważniejszy góral Merida Kalahari i pierwsze dalsze wakacyjne wycieczki. Później jakoś tak się potoczyło, że za wiele nie jeździłem.
W 2011r. postanowiłem zakupić nowy rower Krossa LEVEL A6 z myślą by dojeżdżać regularnie do pracy i od tego czasu się zaczęła rozwijać rowerowa pasja. Dzięki niej poznałem wielu ciekawych znajomych zarażonych cyklozą i spotkałem moją drugą połowę, towarzyszkę życia, która toleruje mnie takim jakim jestem :)
Nie gonię za nowinkami technicznymi i lżejszymi wagowo komponentami itd. Najwięcej radości czerpie z minimalizmu i jazdy na najprostszych w konstrukcji rowerach. Od złożenia pierwszego ostrego koła zakochany w takich rozwiązaniach. Buduję rowery od podstaw i sam je serwisuje. Od jakiegoś czasu składam również koła czyli ostatni element jaki zostawiałem w rękach serwisów zewnętrznych. Jak coś nie wyjdzie mogę być tylko zły na siebie, że coś spartoliłem :)
Rowerem poruszam się wszędzie, gdzie tylko się da i bez względu na warunki pogodowe.
Do zobaczenia na trasie!