Od tego tygodnia biegam standardowo po 5 kółek = 15km. Dzisiaj wyruszyłem ciut później bo sąsiad mnie jeszcze zawołał żeby poustawiać nowy router do internetu :) Na trasie sporo biegaczy, wszyscy robią kółka w stronę krótszego podbiegu. Znajduje się jeden co leci w stronę długiego. Doganiam go, zwalniam tempo i pierwsze kółeczko robię bardzo spokojnie tak aby dać mu fory - niestety mimo tak wolnego tempa odpada. Na następnym kółku przyśpieszam i później podkręcam tempo coraz bardziej na kolejnych. Po 4 kółkach osiągam standardowy czas 1:01:00. Ostatnie kółko coraz mocniej, to już nie jest prędkość konwersacyjna :), aż do ostatnich 400m sprintu. Ostatecznie 5 kółek w 1:16:15. Na koniec parę przebieżek i do domciu.
Przejazd do pracy: DST: 23.79km TIME: 0:55:46 AVG: 25.60km/h MAX: 51.22km/h. Rano chłodno i wietrznie. W drodze powrotnej porywiste wiatry skutecznie utrudniające rozwinięcie normalnych prędkości. Szybciej jechałem pod górkę z Dańdówki na Klimontów niż pod wiatr na prostej :) Kiera przyszła, może dzisiaj zrobię przekładkę i zobaczę jak z takim długim mostkiem (110mm) się sprawuje. Updejt: Przy montażu kierownicy trochę problemów, przewody od hamulców za krótkie, musiałem jakoś dziko puścić przód, tył też przykrótkawy ale jeszcze ujdzie. Klamki i tak odsunąłem od gripów z 1,5cm tak aby mieć pod dwoma paluchami. Może przy krótszym mostku wystarczą. Dziwnie się skręca, narazie testowałem na sucho. Coś czuje, że rower będzie się prowadził jak autobus przy takim mostku :) Jutro się zobaczy, pewnie w drodze do domu zawitam w rowerowym zapytać o ceny nowych przewodów i o jakiś krótszy mostek :)
Przejazd do pracy: DST:23.78km TIME: 0:55:25 AVG: 25.75km/h MAX: 50.28km/h.
Powrót z darmowym treningiem wytrzymałościowym: ja kontra wiatr. Jak zwykle tradycyjny wmordewind. Na długiej prostej mijam kogoś na anorektycznym góralu z cienkimi oponkami i sztywnym widelcem Mosso - jakoś dziwnie go gibało na tym wietrze na boki, a może ramę miał za krótką i się biedak nie mieścił miedzy siodłem i kierą :)
Po dzisiejszej jeździe miałem w planach zrealizować lekki trening biegowy. Po przyjeździe szybkie oporządzenie, obiadek i godzinka spędzona przed kompem m.in na BS :) Przebrałem się w biegowe ciuchy i zrobiłem lekka rozgrzewkę. Puściłem w ruch stoper i rozpocząłem robić kółeczka wokół parku na Środuli w stronę długiego podbiegu. I tu zaskoczenie. Po dzisiejszym kręceniu spodziewałem się jakiejś masakry i że zrobię góra 1 kółko. Biegło się nadwyraz lekko. Mięśnie chyba się porozciągały, czułem jakbym leciał po jakimś puchu i jeszcze do tego ta sprężystość i gibkość. Poprostu bajerancko. Zrobiłem pierwsze 3 kółka bez specjalnego zmęczenia równym tempem - komputer pokładowy pokazał 0:48:00 (pomyślałem, że całkiem nieźle), później 4 kółeczko 1:02:00 (lepiej niż ostatnio :)). Biegło mi się tak dobrze, że postanowiłem zrobić ponowny atak na dystans półmaratonu. 5 kółeczko w 1:17:00, później trochę zwolniłem i nie mierzyłem poszczególnych kółek. Liczyło się dobiec do końca. Na 6 kółku na podbiegu widzę z przodu jakiegoś biegacza, chyba dopiero co rozpoczął trening. Dziwne, że mimo tylu kółeczek spokojnie go doganiam, następnie przeganiam i śmigam dalej. 7 kółko już trochę czuć w nogach ale tragedii nie ma. Podbieg zdecydowanie wolniej. Ostatnie 300m to szaleńczy sprint na max możliwości. Pod światłami pomiar 7 kółek czyli 21km - wychodzi 1:50:17 ciągłego biegu. Na koniec ze 3 przebieżki i do domciu.
Na plac docieram trochę spóźniony, nastawiam się że będę gonił chłopaków ale okazuje się, że czekają jeszcze na Pawła. Wspólnie z Andrzejem (Andi333), Pawłem (pawell) i Łukaszem ruszamy na Balaton, gdzie czeka już Krzychu (Krzychu22). Na Sosinkę przez betony tam zgarniamy drugiego Krzycha (Kysu) i razem znaną prostą uderzamy na Bukowno. W Bukownie miał dołączyć Zetor, przynajmniej tak deklarował na forum. Niestety nie dojechał, Krzychu dzwonił do niego ale też nie udało się skontaktować. Postanawiamy ruszyć dalej, szutrami do Olkusza a stamtąd na Rabsztyn, gdzie urządzamy większy postój i uzupełniamy energię. Dalej ruszamy czerwonym rowerowym na Ogrodzieniec, po drodze jeszcze wbijamy na niebieski pieszy (zwykle tą część trasy zwykliśmy robić w deszczu, dzisiaj dla odmiany super pogoda). Chłopaki nie bardzo w formie, Pawła dopada kontuzja kolana a Krzychu (Kysu) jak zwykle robi się głodny i odczuwa braki energetyczne. Robimy trochę więcej postojów niż zazwyczaj. Pod budą w Ogrodzieńcu kolejny popas, w robocie też się coś wysypało i dzwonią na dyżurny telefon (w ten weekend przypadła moja kolej). Postanawiamy ruszyć najkrótszą drogą do domu. Andrzej prowadzi przez Łazy, Łosień, Strzemieszyce , Kazimierz (tam żegnamy się z Krzychami) i dalej podjazd pod Lenartowicza. Tutaj czekam na resztę ekipy, gadając z Andrzejem na tematy okołorowerowe itp. Po kilkunastu minutach jesteśmy znów razem, żegnamy się i ruszam z Łukaszem w kierunku Kieleckiej, później na przestrzał udaje się do domciu. Ogrodzieniec Ekipa FR.ORG bez Andrzeja pstrykającego fotkę Reszta fotek Andrzeja
Dzisiaj miała być próba dystansu półmaratonu. Biegło się całkiem fajnie dobrym tempem. Na 4 kółku musiałem się zatrzymać i udać się za grubszą potrzebą. Później zrobiłem 5 kółko ale raczej mocno wymuszone, z dużym dyskomfortem w podbrzuszu jakoś się dokulałem. Niestety to chyba nie był dobry dzień, kondycyjnie myślę że dałbym spokojnie radę. Kolejna próba pojutrze. Czasy: 4 kołka z 6 minutową przerwą techniczną :) - 1:12:00, całkowity dzisiejszy dystans 5 kółek = 15km = 1:34:00.
Przejazd do pracy: DST: 23.72km TIME: 0:54:16 AVG: 26.23km/h MAX: 52.80km/h. Rano trochę chłodniej i wilgotno, skutek: wszędzie mgły. Na DDR na Jankego znów mnie ktoś chciał rozjechać :) W drodze powrotnej słonko ładnie świeci :) Robi się dobra pogoda na weekend.
Dzisiaj wyjechałem trochę za późno więc trzeba było nadgonić w trasie. O dziwo stałem tylko na pierwszych światłach pod Orionem, reszta fajnie się ułożyła i mogłem jechać równym, mocnym tempem.
Miejscami mocno wietrzny powrót, jak zwykle ten mniej korzystny kierunek czyli tzw. wmordewind.
Przejazd do pracy: DST:23.69km TIME: 0:53:53 AVG: 26.38km/h MAX: 51.80km/h. Na 11-34 jeździ się trochę inaczej, wszystkie przełożenie są miększe i chyba lepiej mi podpasują zwłaszcza kombinacje z blatem :)
Powrót z wmordewindem, co nie przeszkadzało cisnąć na maksa :)Fajnie jest mieć znów nówkę napęd :) Jeszcze tylko przednia zmieniarka musi zostać doregulowana bo ze środkowego blatu bez ocierania osiągalna jest jedynie 5 z tyłu.
Rower towarzyszy mi od dzieciństwa, gdzie wolny czas spędzało się śmigając po osiedlowych chodnikach i tam też zdobywało umiejętność jazdy. Pelikan, Wigry3, pokomunijny BMX później pierwszy poważniejszy góral Merida Kalahari i pierwsze dalsze wakacyjne wycieczki. Później jakoś tak się potoczyło, że za wiele nie jeździłem.
W 2011r. postanowiłem zakupić nowy rower Krossa LEVEL A6 z myślą by dojeżdżać regularnie do pracy i od tego czasu się zaczęła rozwijać rowerowa pasja. Dzięki niej poznałem wielu ciekawych znajomych zarażonych cyklozą i spotkałem moją drugą połowę, towarzyszkę życia, która toleruje mnie takim jakim jestem :)
Nie gonię za nowinkami technicznymi i lżejszymi wagowo komponentami itd. Najwięcej radości czerpie z minimalizmu i jazdy na najprostszych w konstrukcji rowerach. Od złożenia pierwszego ostrego koła zakochany w takich rozwiązaniach. Buduję rowery od podstaw i sam je serwisuje. Od jakiegoś czasu składam również koła czyli ostatni element jaki zostawiałem w rękach serwisów zewnętrznych. Jak coś nie wyjdzie mogę być tylko zły na siebie, że coś spartoliłem :)
Rowerem poruszam się wszędzie, gdzie tylko się da i bez względu na warunki pogodowe.
Do zobaczenia na trasie!