Na starcie -3C. Drogi dobrze utrzymane ale z racji późniejszego wyjazdu jadę główną 3-maja do centrum Sosnowca. Na D3S nieco ślisko, więc z większą ostrożnością pokonuje ten odcinek. Wiatr nieobecny. Fajnie się dzisiaj jechało. Do pracy: DST: 41.41/2:09:00 Przy powrocie chłodniej -5C. Warunki podobne jak rano. Z góry leci ni to deszcz ni to grad ale o bardzo małej intensywności. Spokojny powrót do domku.
Na starcie +1C. Drogi mokre ale nie śliskie. Całkiem fajnie się jechało. Na D3S pozostałości po śniegu ale bez tragedii da się spokojnie przejechać. DST: 42.43km/2:15:00
Na starcie +2C. Wyruszam o 5:00 ale już nie podoba mi się chodnik. W nocy musiało być na minusie bo wszystko ścięte i na chodnikach lód. Drogi na szczęście dobrze utrzymane oprócz bocznych. Na kostce brukowej na Łańcuckiego w Dąbrowie lodzik. Tutaj nie dojechały solniczki. Przyjmuję jedynie słuszną taktykę i postanawiam się poruszać tylko głównymi drogami. Do Sosnowca więc śmigam sobie główną 3maja. Na stawikach też drogą bo chodnik i DDR oblodzony. D3S również oblodzona ale pomalutku da radę przejechać. Na Muchowcu słyszę jakiś raban, oglądam się i widzę jak rowerzysta jadący jakieś 300m za mną nie wybronił się. Zaklął coś siarczyście i się zaczął zbierać. Na Ochojcu też się nie wygłupiam i drogą. W pracy schodzę z roweru i OMC nie zaliczam gleby. Jednak na dwóch kołach bezpieczniej się poruszać.
Do pracy: DST:41.48 / 2:15:00 Chlup, chlup, chlup .... Na powrocie sporo ciapy. Lasek koło pracy, którym omijam zamknięte szlabany i tamtejszy śnieg średnio nadający się do jazdy. Miota tyłem na wszystkie strony. Trzeba było pomału kręcić by nie latać na boki. D3S również w stanie rozciapanym. Ogólnie po dojechaniu do wjazdu na D3S od strony Murckowskiej nie próbuje nawet jechać tamtejszym DDR. Wskakuje na drogę. Te są mokre ale przynajmniej nie zalegają tam masy ciapowatego i roztopionego śniegu - bleee.... Kierowany totalnym wstrętem do ciapy jadę przez Sosnowiec główną ulicą 3-maja i pakuję się na wiadukt na wysokości Staszica by kontynuować zwyczajową trasę powrotną. Na Środuli na szczęście osiedlówki dobrze utrzymane. Dojeżdżam do centrum D.G., sprawdzam czy nie ma jakiś wiadomości i orientuję się, że telefon się zrestartował. Włączam ponownie Endo i ruszam. W domu termometr odnotowuje +6C.
PS. Po wczorajszej kuracji czuje się już lepiej. Czosnek, cebulka, cytrusy, grzaniec i do wyrka wygrzać początki przeziębienia. Aktywność fizyczna jako dodatkowy wspomagacz.
Do pracy: DST:42,26 km/2:12:00 Przy powrocie temperatura podobna co rano. Odbieram zamówienie i wracam dłuższym wariantem bo nie chce się zastanawiać czy zdążę ominąć dziury w okolicy huty. Ostatnio jest ich tam wysyp po roztopach i to tylko na pasie ruchu w stronę domu. W domku szybko do ciepłej kąpieli i pod kołderkę bo coś mnie zaczyna brać. Trzeba dawkę uderzeniową zastosować i zobaczymy czy organizm sobie poradzi przez weekend.
-11C na starcie czyli powtórka z wczoraj. Warunki jezdne analogiczne. Od wczoraj mam jakieś kłopoty z wolnobiegiem, czasem łańcuch się zawija itp historie. Dzisiaj na wjeździe na D3S wolnobieg się zasprzęgla na stałe. Trzeba kręcić by łańcuch nie zawijał wózka przerzutki i nie spadał. Dobrze, że da się jechać. W sumie zrobić zimowe ostre to jest to :) Tylko jeden minus, haki w mojej ramie trekkingowej nie umożliwiają napinania łańcucha. Nie chce mi się bawić w półogniwa bo za często musiałbym dłubać przy łańcuchu. Z przerzutką w roli napinacza tak jak teraz nie ma takie rozwiązanie racji bytu. Po robocie odwiedzę rowerowy na Ochojcu. Może dostanę tam nowy i sprawny wolnobieg 18T.
Na powrót znacznie cieplej. O dziwo szlabany przypracowe dziś otwarte. Na parkingu kolega z pracy zadaje pytanie czy nie boję się zabójczego smogu i mam jakąś maskę czy coś. Trochę śmieszy mnie ta panika smogowa. Przyzwyczajenia ludzi się nie zmieniły w przeciwieństwie do norm zanieczyszczeń czy możliwości monitoringu powietrza. Smog dawniej też był tyle, że tak nie zdiagnozowany i rozdmuchany jak teraz. Życie też jest niebezpieczne bo prowadzi nieuchronnie do śmierci. Najnowsze zalecenia antysmogowe - najlepiej nie oddychać i nie żyć :) Wracając do rowerowania - ruszam najpierw do brata wymienić zasilacz i tym samym ożywić peceta. Operacja przebiega pomyślnie więc zostaje jeszcze chwilę pogadać. Następnie ruszam do domku wariantem przez Auchan w Sosnowcu. Po drodze Monika daje znać, że skończyła korki i jest na zakupach w Biedronie na Kasprzaka. Udaję się więc w to miejsce i dalej już samochodem wracamy wspólnie do domku.
Ciepło, na osi 0C+. Dzisiaj wyjeżdżam o podobnej porze i doświadczam swoistego deja vu. Najpierw w centrum DG, ten sam samochód co wczoraj zjeżdża do zatoczki przystankowej koło ALDI i odbiera pasażera. Później w centrum Sosnowca ustępuje pierwszeństwa temu samemu tramwajowi co wczoraj by skręcił w kierunku pętli w Będzinie. Następnie na rondku pod wiaduktem te samo auto co wczoraj mnie wyprzedza przy zjeździe z niego. Postawiam więc zrobić zdjęcie do dzisiejszego wpisu w tym samym miejscu co wczoraj :) Jeszcze później te same dwa żółte autobusy PKM Katowice włączają się do ruchu w Szopienicach. W pracy z dużym zapasem czasu. Warunki na bocznych drogach gorsze bo śnieg topnieje i robi się mokry, a ten lepi się do wszystkiego. Dziś przyjechałem w śnieżnobiałych nagolennikach. Do pracy: DST:42,33km / 2:16:00
Przy powrocie warunki podobne do porannych. Słońce zachodzi już wyraźnie później, dzisiaj ok. 16:50 robi się dopiero ciemno. Pod koniec mam wrażenie, że zrobiło się chłodniej. W domku stacja pogodowa pokazuje -3C.
Na starcie -2C i jakieś mikro opady śniegu/śniegu z deszczem. Drogi dobrze utrzymane, centrum Sosnowca chyba posolone bo już nie takie śliskie. Taka zima może być. Najgorsza jest chlapa i ciapa. Stawiki pokryte świeżą warstwą śniegu i tak samo D3S. Do pracy: DST: 42.04km /2:09:00
Rower towarzyszy mi od dzieciństwa, gdzie wolny czas spędzało się śmigając po osiedlowych chodnikach i tam też zdobywało umiejętność jazdy. Pelikan, Wigry3, pokomunijny BMX później pierwszy poważniejszy góral Merida Kalahari i pierwsze dalsze wakacyjne wycieczki. Później jakoś tak się potoczyło, że za wiele nie jeździłem.
W 2011r. postanowiłem zakupić nowy rower Krossa LEVEL A6 z myślą by dojeżdżać regularnie do pracy i od tego czasu się zaczęła rozwijać rowerowa pasja. Dzięki niej poznałem wielu ciekawych znajomych zarażonych cyklozą i spotkałem moją drugą połowę, towarzyszkę życia, która toleruje mnie takim jakim jestem :)
Nie gonię za nowinkami technicznymi i lżejszymi wagowo komponentami itd. Najwięcej radości czerpie z minimalizmu i jazdy na najprostszych w konstrukcji rowerach. Od złożenia pierwszego ostrego koła zakochany w takich rozwiązaniach. Buduję rowery od podstaw i sam je serwisuje. Od jakiegoś czasu składam również koła czyli ostatni element jaki zostawiałem w rękach serwisów zewnętrznych. Jak coś nie wyjdzie mogę być tylko zły na siebie, że coś spartoliłem :)
Rowerem poruszam się wszędzie, gdzie tylko się da i bez względu na warunki pogodowe.
Do zobaczenia na trasie!