Wczorajsze posiedzenie się przedłuża i Monika nocuję u koleżanki. Wstaję o 4:52 po jednej drzemce. Szykuję się do pracy, pakuję jedzonko, poranna kawa, nakarmienie 4 kotów :) Czas ruszać. Jest 5:50, temp. 11C. Ciepły poranek. Jadę bez wiatrówki, tylko cienka bielizna jako pierwsza warstwa i koszulka są w zupełności wystarczające. Trasa standardowa. Do Sosnowca bez ekscesów. Za Ślimakiem jakiś spaliniarz na bielskich blachach wyprzedza mnie z dużą prędkością bez zachowania należytego odstępu tak, że jego tył przetacza się tuż przed moją kierownicą. Miał pecha. Nie wiedział, że rower to najszybszy środek transportu w mieście. Doganiam go na następnych światłach przy Sobieskiego i rozpoczynam akcję edukacyjną. Pukam w szybę. Pan zdziwiony o co chodzi ale otwiera. - Jaki należy zachować odstęp przy wyprzedzaniu rowerzysty? - YYyyyyy..... Ale o co chodzi... Ponawiam pytanie - 30cm ???? - bezpieczną co najmniej 1m %$#%#%@!!_%#$ $#$#$#$#$, wsadź sobie te 30cm w d**pę %$#W%#$% @%@%@% ...as Koniec lekcji oznajmia zielone światło, kierujący zostaje obtrąbiony przez innych.
Ruszam dalej i już bez dalszych ekscesów docieram spokojnie do pracy. Po pracy ruszam z misją zakupową. Najpierw na Dąb do optyka po soczewki i płyn. Dalej uskuteczniam z mniejszym lub większym powodzeniem przejazd wytyczoną trasą przez google maps. Jeszcze zakupy w Intermarche i mknę prosto do domku. /2049199 Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: Rano mgły i +5C, czuć wilgoć i co chwila trzeba przecierać okulary. Dojazd bez ekscesów standardową trasą. Powrót - odbieram zamówienia dla Rowerowej Norki i wracam przez Giszowiec. Na Dańdówce odbijam na Klimontów, następnie koło komendy i na gwiezdną. Tam za garażami wbijam się na zagórską "obwodnicą" i podjeżdżam pod zajezdnie PKM. Włącza mi się tryb eksploratora i postanawiam sprawdzić, gdzie prowadzi droga wzdłuż PKM. Otóż prowadzi po mniejszych i większych dziurach do skupu złomu. Jako, że nie lubię się wracać wjeżdżam gruntówką do lasu i znajduje całkiem fajny stawik. Później wzdłuż rzeczki i jestem na ul. Kosynierów. Stamtąd dojeżdżam do Braci Mieroszewskich i standardowo na Expo. Po drodze zakupy w Lidlu i do domku. Monika dziś pojechała na wieczorne spotkanie z przyjaciółmi z byłej pracy, ale zostawiła kolację niespodziankę - dziękuje :*. W domku o 18:00. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: 41.19km TIME: 1:34:00 Pobudka 4:30. Monika jeszcze sobie korzysta z chwil drzemki. Pakuję się i szykuję do pracy. Sen nieco zaburzony przez harcujące koty o 2 w nocy i odgłosy wspinania się po drabince na dach, ale to raczej zadziałała wyobraźnia... Żegnam się i schodzę na dół. Czas na granicy okna startowego, a na dole niespodzianka w postaci kapciocha z tyłu. Dopompowuje i ruszam. Temp +6C więc dość ciepło. Trasa bez ekscesów przerywana pitstopami na dompomowania. Jednak udaje się sprawnie i w czasie dostać do pracy. Fotograficznie z niedzielnej profesjonalnej sesji zdjęciowej:
Po pracy podpompowuję flapka z tyłu i ruszam. Powrót trochę nietypowo. Jadę przez lasy w Ochojcu na Giszowiec i tam odbijam w stronę Szopienic przez Nikiszowiec skręcając w ul. Szopienicką. Jako wariant alternatywnego powrotu niezbyt się wpisuje, zbyt duży ruch. Wylatuje koło Selgrosa i przejeżdżam przez ścisłe centrum Szopienic. Dalej już standardowo na Stawiki i do Sosnowca. W domku po kilku pitstopach jestem o 17:40. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: DST: 41.40km TIME: 1:38:05 Pobudka 4:32. Monika też wstaje razem ze mną, gdyż od rana zamierza zając się pracami remontowymi. Jemy wspólnie śniadanko i zbieram się do roboty. Żegnam i wychodzę. Jeszcze szybkie podpompowanie kół i w drogę. Wyjazd na granicy okna startowego o 5:50. Na dworze +4C czyli nie tak zimno. W Gołonogu mgła gęsta jak śmietana, widoczność +10m. Chyba faktycznie idzie zmiana pogody. Dzisiaj bez ekscesów na drogach, no może kilku kierowców ma w głębokim poważaniu przepisy i znaki jadąc np. pod prąd. Dostaje się na Murckowską i daję znać, że wszystko ok. Później już standardowo przez D3S, Brynów, Ochojec na Piotrowice. Powrót standardową trasą z wariantem przez Centrum Dąbrowy i Graniczną, gdyż po drodze zaglądam do rowerowego by kupić nowy łańcuch. Następnie do Lidla po drobne zakupy i prosto do domku, gdzie jestem ok. 18:00. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: 41.23km TIME: 1:38:13 Pobudka 4:32, dziś bez dodatkowych drzemek, które tak nic nie dają. Szukuję się standardowo do pracy. Monika wygrzewa się jeszcze w łóżeczku, gdyż przeziębienie nie odpuszcza. Żegnam się i wychodzę. Dziś nieco wcześniej, gdyż umówiłem się z Adamem w centrum pod Hendrixem by oddać nowy komplet klocków, które Adam użyczył mi podczas weekendowego wypadu w góry - dzięki. Ruszam więc o 5:40. Temperatura 0C, przez moment obserwując nasz żywopłot z okna myślałem, że spadł śnieg :) Rano zupełnie ciemno, niedługo pewnie i przy powrocie lampki staną się obowiązkowe. Trasa standardowa, bez ekscesów docieram na miejsce, gdzie czeka już Adam. Chwila rozmowy trzeba ruszać, gdyż czas wyskakuje poza przewidziane okno dojazdowe. Za rondem się rozłączamy, mknę dalej standardowo wyznaczoną trasą. Na Murckowskiej daje znać, że wszystko ok i już dalej przez D3S, Brynów, Ochojec na Piotrowice. Po pracy odbieram zamówienia dla Rowerowej Norki i jadę przez Giszowiec, Mysłowice. Na Niwce zatrzymuję się przy sklepie rowerowym. Kupuję zapas (ostatnia dętka mi wybuchnęła przy pompowania jak szukałem dziury) oraz 3 kontry. Niedługo trzeba będzie zmienić łańcuch oraz blaty w ostrym. Spod sklepu na Zagórze. Na poczcie wysyłam przesyłkę i dalej już DDR pod Expo i bez przystanków do domku, gdzie Monika zawczasu daje znać, że przygotowała coś dobrego na kolację :* Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: 41.20km TIME: 1:41:19 Pobudka 4:35. Monikę zaczyna brać jakieś przeziębienie więc wygrzewa się jeszcze w łóżeczku. Poranne zbieranie się do pracy, śniadanko. Żegnam się i wychodzę. Ruszam o 5:40. Na dworze ciemno, temp. +1C czyli rześko. Samochodziarzy czeka jeszcze skrobanie szyb. Trasa standardowa, prawie bez ekscesów gdyby nie spychający mnie na Mydlicach w stronę krawężnika bus linii 116. Na Murckowskiej daję znać, że wszystko ok i ruszam przez D3S, Brynów, Ochojec na Piotrowice. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: DST: 41.49km TIME: 1:31:54 Pobudka 4:45 po jednej 15min drzemce :-) Wstaje się trochę opornie, szykuję się do pracy. Monika wstaje razem ze mną. Czas szybko leci i znów jest trochę późno. Żegnam się i ruszam o 6:00. Na dworze ciemno więc światełka sobie błyskają (to już chyba standard, przy powrocie za niedługo też trzeba będzie używać). Temperatura bardziej łaskawsza niż wczoraj +5C. Wiatry nieprzeszkadzające. Standardowa trasa, po drodze zyskuje na tym, że nie czekam prawie na żadnych światłach. Kilka drobnych ekscesów, głównie jakieś wymuszenia pierwszeństwa, zajechanie drogi na DDR itp. Na Murckowskiej daje znać, że wszystko ok i ruszam standardowo przez D3S, Brynów,Ochojec na Piotrowice.
Serdecznie zapraszamy na Jesienne Beskidzkie KoRNO Po pracy odwiedzam rodziców i pomagam sąsiadowi w problemach z komputerem. Z Zagórza wyjeżdżam po 18:30. Na dworze już ciemno więc przy świetle lampek. Po drodze łapię kapcioszka, ale takiego że jakoś da się dopompować bo nie schodzi zbyt szybko. Trochę wieje z niekorzystnego kierunku. W Łośniu o 19:40. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Do pracy: 41.45km TIME: 1:32:42 Pobudka 5:00, pakowanie, szykowanie. Żegnam się z Moniką i ruszam w drogę. Na dworze ciemno, a temperatura nie rozpieszcza. Wyruszam o 6:02. Jest +2C czyli rześko. Dojazd bez ekscesów równym tempem. Jakoś tu strasznie płasko w porównaniu do pokonywanych ostatnio podjazdów :) Po pracy standardowo do domku. Monika się odzywa, że jest przypadkiem w Obi w Dąbrowie. Umawiamy się pod Lidlem przy Kasprzaka. Przy okazji robię jedne większe zakupy, co by zbyt często nie robić kursów zakupowych. Pakujemy wszystko do cytrynki i ruszamy do domku. Pozdrawiam wszystkich przeglądających!
Rower towarzyszy mi od dzieciństwa, gdzie wolny czas spędzało się śmigając po osiedlowych chodnikach i tam też zdobywało umiejętność jazdy. Pelikan, Wigry3, pokomunijny BMX później pierwszy poważniejszy góral Merida Kalahari i pierwsze dalsze wakacyjne wycieczki. Później jakoś tak się potoczyło, że za wiele nie jeździłem.
W 2011r. postanowiłem zakupić nowy rower Krossa LEVEL A6 z myślą by dojeżdżać regularnie do pracy i od tego czasu się zaczęła rozwijać rowerowa pasja. Dzięki niej poznałem wielu ciekawych znajomych zarażonych cyklozą i spotkałem moją drugą połowę, towarzyszkę życia, która toleruje mnie takim jakim jestem :)
Nie gonię za nowinkami technicznymi i lżejszymi wagowo komponentami itd. Najwięcej radości czerpie z minimalizmu i jazdy na najprostszych w konstrukcji rowerach. Od złożenia pierwszego ostrego koła zakochany w takich rozwiązaniach. Buduję rowery od podstaw i sam je serwisuje. Od jakiegoś czasu składam również koła czyli ostatni element jaki zostawiałem w rękach serwisów zewnętrznych. Jak coś nie wyjdzie mogę być tylko zły na siebie, że coś spartoliłem :)
Rowerem poruszam się wszędzie, gdzie tylko się da i bez względu na warunki pogodowe.
Do zobaczenia na trasie!