Przejazd w stronę pracy: DST: 23.97km, TIME: 1:0:26 , AVG: 23.81km/h MAX: 48.84km/h
Updejt: Idzie wiosna - dowiedziałem się, że z rańca było już tylko 5 stopni na minusie.
W drodze powrotnej w lasach na Giszowcu niespodzianka. To co rano było ładnie zamarznięte stało się niezłym błotkiem i to takim czarnym jak węgiel :) Jako, że serwisowych części do błotników brak (po mojej interwencji wyślą dzisiaj bo im się e-sklep zawiesił) wróciłem z gustownym pasem błota na plerach i ich dolnej części :) Rower uwalony w czarnej mazi. Wstąpiłem jeszcze po drodze do sklepu rowerowego na Niwce zapytać o cenę HG50 11-34 i jednak z alleprowizji się zdecyduje (jeszcze Tomka odwiedzę w tygodniu i zobaczę jak u niego się kształtują ceny).
Pierwsze w tym sezonie kręcenie w większym 9 osobowym gronie umówione w wątku Sosnowieckim na FR. Na cel lekkiej trasy na rozpoczęcie został obrany Rabsztyn i tamtejsze ruiny zamku. Całość praktycznie asfaltami z drobnymi epizodami terenowymi. Tempo umiarkowane, które skutecznie zawyżał Andrzej wiodący prym w pokonanym w tym roku dystansie :). Fajnie było się gdzieś ruszyć, oby takich okazji było więcej.
Fotka grupowa pod zamkiem, którą ukradłem z albumu Andrzeja
Od jutra jak pogoda się utrzyma i nie będzie śnieżycy zaczynam regularne dojazdy do pracy rowerem.
Rzeczy do zrobienia, który wyszły podczas dzisiejszej jazdy: - heble na przodzie do przeglądu i prostowanie tarczy; cały czas coś darło. Updejt: Faktycznie tłoczki zasyfione, za poradą Krzycha wymyłem wszystko i psiknąłem Brunoxa. Zacisk ustawiłem dokładnie i jest tolerancja na tyle duża, że tarcza nie ociera. Prostowaniem się zajmę w innym termnie :) Jutro test w trasie.
- prawa manetka do czyszczenia (to chyba oo ostatniej masie w Katowicach) Update: Wyczyszczona, powinna śmigać testy jutro.
- napęd się już pomału kończy, trzeba pomyśleć o zakupie czegoś nowego na ten sezon. Update: 2 łańcuchy KMC Z9000(HG53) kupione na poczet nowego napędu. Mam na oku kasetę 11-34 HG-50 ale może w stacjonarnym sklepie dostane w podobnej cenie.
- test zacisku SHIMANO BR-M525, który podmieniłem z tyłu wypadł pozytywnie. Nic nie cieknie i działa prawidłowo.
Powrót do biegania po małej kontuzji. Szybki wypad na małą przebieżkę. Dzisiaj duże kółeczko: Zagórze - Środula Park - Wawel - Zamkowa - Środula Północna - Auchan - Zagórze. Całość to jak zwykle 45min wolnego wybiegania z kilkoma przebieżkami na koniec. Dystans ok. 8km. Przy okazji test pulsaka - oj kilka razy stracił zdolność przekazywania parametrów serducha (może za mało elektrody zwilżyłem, jak nie to trzeba będzie zainwestować w żel). Z tego co zarejestrował to max 121bpm, avg 91bpm. Sprzęt po wymianie baterii więc problemy z zasilaniem wykluczam.
Adam (limit) zaproponował wypad na masę do Katowic więc chętnie się przyłączyłem bo dawno nie wypuszczałem się rowerem, a temperatury się nieco podniosły. Po pracy wyścig z czasem, najpierw busem do domu (tu pierwsza niespodzianka w postaci korków). W domu jestem grubo po 17:00 i rozpoczynam rytuał przygotowania do wyjazdu (tracę sporo czasu na szukaniu niezbędnych narzędzi i dopompowaniu bike-a, nie ma jak regularna jazda gdzie wszystko jest gotowe do wyruszenia :) ). Z domu wychodzę o 17:30 i jadę ile fabryka dała. Postanawiam jechać przez Dąbrówkę aby ominąć światła na Zawodziu i 3-maja. Niestety nie jest to dobry pomysł bo pakuje się w błotko i nieroztopione śniegi co mnie skutecznie spowalnia. Pod spodkiem jestem 18:10 i dzwonie od razu do Adama. Okazuje się, że masa dopiero wyrusza. Jakoś udaje nam się znów zebrać pod teatrem (na miejscu jest też Damian (Doms)) i wyruszamy razem w 6 osób na objazd trasy. Po dość długim objeździe Katowic żegnamy się z resztą i w 3-jkę wracamy do domu nie koniecznie najkrótszą trasą. Tym razem wybór padł przez Siemianowice Śl. i Czeladź. Tam żegnamy się z Adamem i ruszam z Damianem przez Milowice, Wawel, Kombajnistów i asfaltowy podjazd pod górkę na obrzeżach parku na Środuli. Fajny wypadzik chodź pogoda mogła być lepsza. W grupie jednak jest motywacja żeby się gdzieś ruszyć, sam nie wiem czy bym pojechał dzisiaj na masę przy takiej pogodzie.
Dzisiaj większe kółko zamiast kręcenia się w stałym miejscu. Rozpocząłem od parku ale w odwrotną stronę niż dotychczas później ul. Zaruskiego, na rondku w lewo wzdłuż Kombajnistów aż do Wawelu, stamtąd tak jak busy chodnikami na Środule, i domknięcie pętli wokół parku :) W sumie to jakieś 50min ciągłego biegu w niezłym jak na warunki tempie.
Dzisiaj spokojne kółeczko wokół Pogorii (6,2km) z Damianem (Doms). Po drodze trochę atrakcji w postaci oblodzonej nawierzchni powodującej liczne uślizgi. Podczas kończącego sprintu orientuje się, że zgubiłem telefon służbowy z GPS. Wracam się i w miarę sprawnie odnajduję leżący w śniegu w pobliżu trasy. Przy okazji dzisiejszego biegania zrobiłem test Sport Trackera pod WM, ale jakaś lipa jest z nim, w wolnej chwili wrzucę tutaj co udało lub nie udało mu się zapisać.
Wyskoczyłem pobiegać nieco później o 20:00. Szarpnąłem się dziś na buty typowo przeznaczone do biegania jakiś podstawowy model z Decathlonu, różnica w bieganiu kolosalna - miękko i sprężyście. Podczas tych 45min tylko 5 kółek po 1,5km + kończący 400m sprint aby trochę puls podnieść. Chwila odpoczynku w postaci marszu, parę przebieżek i do domciu.
Spostrzeżenia: - nie ma co oszczędzać i biegać w butach nie przeznaczonych do tego celu - rozpoczęcie treningu zaraz po kolacji nie jest dobrym pomysłem :) Z pełnym żołądkiem się jakoś ospale biega.
Na trening wyruszyłem jak zwykle o 19:30 zabierając klucze do piast dla Andrzeja. Umówiliśmy się, że będę robił kółka wokół terenów przy kościele. Po pierwszym kółku zobaczyłem światło i rowerzystę, to musiał być Andi :) Chwilę pogadaliśmy i żeby nie ostygnąć ruszyłem dalej, Andrzej pojechał eksplorować górki na Mec-u. Napisałem wcześniej, że biegam bez przerw conajmniej 45 min więc dowaliłem ekstra 6 kółko aby ten warunek spełnić i zrobić tyle co wczoraj bez przestojów :) Na koniec udało się wpleść kilka interwałów. Dzisiaj bez zegarka bo z tego wszystkiego zapomniałem go zabrać. Przybiegłem do domu to okazało się, że cały trening trwał 50 min. Jedno kółeczko ok. 1,5km.
Rower towarzyszy mi od dzieciństwa, gdzie wolny czas spędzało się śmigając po osiedlowych chodnikach i tam też zdobywało umiejętność jazdy. Pelikan, Wigry3, pokomunijny BMX później pierwszy poważniejszy góral Merida Kalahari i pierwsze dalsze wakacyjne wycieczki. Później jakoś tak się potoczyło, że za wiele nie jeździłem.
W 2011r. postanowiłem zakupić nowy rower Krossa LEVEL A6 z myślą by dojeżdżać regularnie do pracy i od tego czasu się zaczęła rozwijać rowerowa pasja. Dzięki niej poznałem wielu ciekawych znajomych zarażonych cyklozą i spotkałem moją drugą połowę, towarzyszkę życia, która toleruje mnie takim jakim jestem :)
Nie gonię za nowinkami technicznymi i lżejszymi wagowo komponentami itd. Najwięcej radości czerpie z minimalizmu i jazdy na najprostszych w konstrukcji rowerach. Od złożenia pierwszego ostrego koła zakochany w takich rozwiązaniach. Buduję rowery od podstaw i sam je serwisuje. Od jakiegoś czasu składam również koła czyli ostatni element jaki zostawiałem w rękach serwisów zewnętrznych. Jak coś nie wyjdzie mogę być tylko zły na siebie, że coś spartoliłem :)
Rowerem poruszam się wszędzie, gdzie tylko się da i bez względu na warunki pogodowe.
Do zobaczenia na trasie!