Dom-praca-dom (Sosnowiec - Katowice Piotrowice-Sosnowiec) + masa krytyczna w Katowicach
Po wyjściu z domu lekka mżawka (nawet nie wziąłem ochraniaczy na SPD bo nie widziałem w tym sensu). Ulice mokre więc trzymam się z dala od prawej krawędzi. Na Niwce rozpadało się na dobre - regularna ulewa. W lasach na Giszowcu jakby tego było mało zaczęło walić gradem i piorunami. Spotykam po drodze bajkera i go pozdrawiam - nie tylko ja dojadę do celu całkiem przemoczony. Po wyjeździe na ul. Szenwalda zrzucam na środkowy blat, lekkie przełożenie i młynkuje żeby się rozgrzać. Palce strasznie marzną ale robi się cieplej. Krótki postój pod szlabanami na Jankego i już jestem w pracy. Mokre ciuchy pakuję w szafę serwerową :) Właśnie się przejaśnia, może powrót będzie mniej hardcorowy.
W drodze powrotnej zaczęło wyglądać słoneczko. Miejscami lekki deszczyk. Do domu docieram w miarę sprawnie na tyle by wziąć szybką kąpiel, zjeść obiad, przebrać się w świeże ciuchy przed wypadem na masę w Katowicach. Pod teatrem na rynku jestem 10 minut przed startem. Przywitanie i chwila rozmowy na różne tematy z reguły okołorowerowe. Na masie poznaje Michała (mam nadzieję że nie przekręciłem imienia :) ) i czas leci szybko spędzony na rozmowie. Okazuje się, że jest z Giszowca więc postanawiam z nim wrócić po zakończeniu masy. Jedziemy ciekawą, nieznaną mi trasą z Centrum na Gisza przez Muchowiec. Po drodze podaje namiary na mój profil na BS i FR.ORG. Zawsze można gdzieś razem pośmigać po jurze a ugadać się chociażby na Sosinie.
Dalszy powrót po zmroku bez lampki z przodu (mój błąd - odzwyczaiłem się od ładowania akumulatorów jak się ostatnio zrobiło tak jasno przy dojazdach do pracy i padły). Łańcuch zrobił nadprogramowe 60km, jutro czyszczenie napędu i podmiana na 2 egz. KMC.

